Panu Bogu świeczka, a diabłu ogarek. Wilhelm Szewczyk i prawdziwe początki Parku Śląskiego

Wilhelm Szewczyk pisząc o Parku Śląskim – za jego czasów Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku – stosował wypróbowaną metodę: „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. Znał ten teren jeszcze sprzed powstania WPKiW, od czasów Doliny Szwajcarskiej, a w swoich tekstach potrafił jednocześnie powtarzać oficjalną narrację i przemycać prawdę o krajobrazie, który wcale nie był jedną wielką hałdą. Dziś, w rocznicę jego urodzin, wracamy do tych opowieści, by zobaczyć Park oczami pisarza, który kochał najbardziej jego alejki. Dziś rocznica urodzin wybitnego śląskiego literata.

Wilhelm Szewczyk kochał Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku w Chorzowie. Z jego eseju "Podróż w głąb zieleni", będącego wstępem do poświęconego WPKiW albumu "Oaza pod rudym obłokiem", przebija wszak czysta miłość! Szewczyk zwierza się w tym tekście także z tego, co w Parku lubi najbardziej. Spróbujmy spojrzeć na Park Śląski oczami jednego z najbardziej znanych śląskich literatów XX wieku, którego rocznica urodzin przypada 5 stycznia. Pomogą nam w tym te archiwalne zdjęcia WPKiW. Część z nich pokolorowaliśmy.

Szewczyk, zapytany przed laty o to, co najbardziej lubi w WPKiW, nie od razu potrafił udzielić odpowiedzi. Przychodziło mu do głowy zoo, Planetarium Śląskie, skansen... Jednak ostatecznie wybrał co innego.

Po dłuższej chwili wahania odpowiedziałem jednak cudzoziemcowi zgoła inaczej: najulubieńsze moje zakątki to ścieżki parkowe. Wszystkie jego ścieżki, na których spotykam ludzi - pisał. - Nie uciekam od nich tutaj, pragnę im czasem zerknąć w oczy, chce w nich odczytać radość z wypoczynku, odprężenia i spaceru. W mieście, w którym żyję i pracuję, obcuję z nimi codziennie, czasem ponad miarę, tutaj jednak stają się inni, jakby wyzbyli się tego samego dławiącego uczucia, które daje rwąca ludzka rzeka w przemysłowym mieście.
Jeżeli wszystko to ma służyć ludziom - przypominam sobie o tym również i podczas przechadzki parkowej. Być może nie powinno się już o tym pamiętać, hasło stało się oczywistością, współżycie ze wszystkimi parkowymi urządzeniami jest czymś tak naturalnym, że ani nie trzeba ich do tego nakłaniać, ani nie należy im tego wymawiać – kończy pisarz.

Słowa Wilhelma Szewczyka brzmią zdumiewająco aktualnie, mimo iż od ich napisania upłynęło ponad 50 lat jakie ,. Niejeden z przemierzających parkowe alejki spacerowiczów, biegaczy czy rowerzystów, podziela jego odczucia i podobnie wyraziłby swoje własne.

W naszej galerii archiwalnych fotografii Parku Śląskiego z czasu jego początków, czyli sprzed około 70 lat, prezentujemy właśnie parkowe ścieżki. Wiele z zakątków, które uchwycił w swój obiektyw i utrwalił na zdjęciu fotograf we wczesnych latach 50. XX wieku, zmieniło się nie do poznania. Ale tak wyglądały, gdy po raz pierwszy przechadzał się tamtędy Wilhelm Szewczyk. Kto wie, może dziś jego duch zagląda tam nadal? Jeżeli tak, to miejmy nadzieję, że zachwyca się, jak przed laty. Odwiedzając odludne miejsca Parku, rozejrzyjcie się czasem za starszym panem w okularach. To może być duch Szewczyka. A jeżeli was zagadnie, to nie bójcie się go, tylko słuchajcie uważnie, bo na pewno będzie miał coś ciekawego do powiedzenia o Parku i Śląsku.

Dolina Szwajcarska Szewczyka

Zanim powstał Park Śląski, zanim pojawiły się alejki, planetarium i zoo, istniała Dolina Szwajcarska – zakątek, który Wilhelm Szewczyk znał jeszcze sprzed narodzin WPKiW. To właśnie ona pojawia się w jego noweli „W Dolinie Szwajcarskiej”, opublikowanej w Trybunie Robotniczej w 1959 roku. Szewczyk nie tylko opisuje to miejsce, ale nadaje mu wymiar społeczny i oniryczny – już wtedy jako przestrzeni spotkań i (ubogiej niemniej jednak) rekreacji, ale też wizji przyszłości.

„Nazywali to miejsce »Doliną Szwajcarską«. Nie tylko zresztą oni. Mieli tutaj imitację najpiękniejszego krajobrazu, o jakim mogli czytać w książkach. Staw z kolorowymi łódkami wypełniał dno doliny. Gęste krzaki i wysokie przyłaski porastały łagodne zbocze.”

To nie była tylko przestrzeń rekreacyjna. Szewczyk pokazuje ją jako miejsce społeczne, gdzie spotykali się bezrobotni i emeryci, rozmawiali, grali w karty, dzielili się życiem. Wśród nich pojawiał się „człowiek z gadaniem”, który „umiejętnie oddzielał to, co w życiu wartościowe, od byle zawiesin”.

Ale Dolina Szwajcarska to także punkt wyjścia dla snu Karola Swobody, bohatera noweli – bezrobotnego rannego po starciu z policją i pogrążonego w gorączkowych majaczeniach. W jego wizjach wyrasta monumentalna budowla z kopułą, czyli nic innego jak Planetarium Śląskie, choć jeszcze nienazwane. Karol próbuje dołączyć do budowy, ale nikt go nie słyszy. To sen o przyszłości.

„U wejścia do tej monumentalnej budowli stanął pomnik człowieka owiniętego w kamienny długi płaszcz, z ostrym profilem średniowiecznego uczonego.

Tak bohater Szewczyka widzi statuę Kopernika przed Planetarium.

Następnie Karol trafia do sali projekcyjnej, z mówiącymi gwiazdami goniącymi po niebie i księżycem jak „srebrny kogut z familoku”.

„Po niebie goniły się gwiazdy, wesołe jak pieski podwórkowe, brodaty księżyc niczym srebrny kogut z familoku brodził między gwiazdami.”

W finale wizji lecący na gwieździe bohater gwiazda zatacza krąg nad Doliną Szwajcarską, lecz już po metamorfozie w WPKiW. Karol rozpoznaje staw i Gospodę ale wszystko jest inne, gotowe na przyjęcie ludzi, pełne kształtów i cieni...

Bogu świeczka, diabłu ogarek – czy to klucz do Szewczyka?

Warto podkreślić, że Wilhelm Szewczyk należał do ostatnich autorów, którzy jeszcze w latach 70. potrafili – choćby półgębkiem – przypomnieć, że Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku nie wyrósł wyłącznie na hałdach. W zatytułowanym Podróż w głąb zieleni wstępie do albumu o WPKiW „Oaza pod rudym obłokiem” z 1972 roku pisał:

„I tutaj bowiem, gdzie wyrosły kędzierzawe zwieńczenia Parku, zjawiły się płone pagórki, wysuszone nie ogniem wulkanowym, lecz pod ciosami kilofów”.

To zdanie, choć metaforyczne, jest znamienne: mamy tu wszak obszar hałd ograniczony do samych kulminacji Parku. Szewczyk nie rozwija wątku hałd, nie sugeruje, że cały obszar WPKiWbył zdegradowany. Przeciwnie jego opis jest wyważony, a krajobraz przedparkowy jawi się jako zróżnicowany, niejednorodny, daleki od późniejszej propagandowej wizji rekultywacji księżycowego krajobrazu.

Tym ciekawsze staje się zestawienie tego fragmentu z wcześniejszą o dwie dekady nowelą Opowiadanie z pamiętnika, opublikowaną w 1954 roku w tygodniku „Panorama”. Tam narrator wypowiada zdanie, które z kolei brzmi jak pierwszy literacki zapis rodzącego się mitu:

„Park Kultury i Wypoczynku – owszem. Ale on wyrasta na hałdach dawno już wygasłych.”

To jedno z najwcześniejszych świadectw, w którym pojawia się motyw zdegradowanego krajobrazu jako punktu wyjścia dla budowy Parku. Ujęte w formie wypowiedzi bohatera, zdanie to idealnie wpisuje się w kształtującą się wówczas narrację o przezwyciężeniu poprzemysłowego pustkowai narrację, która w kolejnych latach stała się dominująca w przekazie publicznym, medialnym i politycznym.

Szewczyk, jako pisarz i komentator życia regionu, znalazł się więc w szczególnej roli: z jednej strony współtworzył mit założycielski Parku, z drugiej w swoich późniejszych tekstach potrafił subtelnie korygować uproszczenia. W realiach 1954 roku nie mógł otwarcie polemizować z oficjalną linią, więc pisał tak, jak wypadało i jak było bezpiecznie. Ale jednocześnie, nawet jeszcze w czasach stalinizmu, nie rezygnował z drobnych dopowiedzeń, które przywracały proporcje.

W albumie „Województwo stalinogrodzkie” (1955) stwierdził, że Park „wyrasta na olbrzymim terenie między Stalinogrodem, Chorzowem i Siemianowicami, na suchych hałdach i gołych polach”. To zdanie niczym „Panu Bogu świeczka, a diabłu ogarek”: z jednej strony powtarza obowiązującą narrację o hałdach, z drugiej przemyca informację, że Park powstał również na polach, czyli terenach niezdegradowanych.

Ten podwójny ton oficjalny i równocześnie korygujący może być kluczem do zrozumienia Szewczyka jako twórcy funkcjonującego w realiach PRL-u. Jego pisarstwo o Parku jest nie tylko literackim komentarzem, ale także świadectwem epoki, w której autorzy musieli balansować między prawdą doświadczenia a oczekiwaniami politycznej narracji. Szewczyk, świadomy swojej roli i ograniczeń, pozostawił po sobie teksty, które jednocześnie współtworzą mit WPKiW i pozwalają go dziś krytycznie odczytać.

Aleja Wilhelma Szewczyka?

Wracając do początku tej opowieści, warto przypomnieć, że Wilhelm Szewczyk – choć znał Park Śląski w całej jego złożoności, od Doliny Szwajcarskiej po monumentalne architektoniczne wizje – najbardziej lubił w nim alejki. Te zwykłe, codzienne ścieżki, na których „spotykał ludzi”, jak pisał, i w których widział esencję parku: przestrzeń wspólnoty, oddechu i rozmowy.

Dziś w Parku Śląskim nazwy mają tylko nieliczne, główne aleje. Promenada Generała Jerzego Ziętka jest oczywistością, ale dziesiątki mniejszych alejek wciąż pozostają bezimienne, jakby czekały na swoich patronów. Od dawna chodzi mi po głowie, że warto, by i one zyskały imiona – tych, którzy Park wymyślali, tworzyli, projektowali i pielęgnowali. Architektów, urbanistów, wizjonerów czy menedżerów: Niemirskiego, Kobę, Gottfrieda i wielu innych.

Ale może wśród tych patronów powinien znaleźć się także Wilhelm Szewczyk. Nie jako polityczna figura, lecz jako pisarz, który Park opisywał, rozumiał i współtworzył jego mit. Człowiek, który potrafił zobaczyć w WPKiW zarówno realny krajobraz, jak i przestrzeń wyobraźni.Autor, który nawet w czasach, gdy nie wszystko można było powiedzieć wprost, potrafił zapisać prawdę o tym miejscu między wierszami.

Jedna z tych cichych, bocznych alejek, które tak lubił, mogłaby nosić jego imię. Byłoby w tym coś symbolicznego: ścieżka prowadząca przez Park, tak jak jego teksty prowadzą przez historię i pamięć o tym miejscu.

A osobny apel w tej sprawie – już niebawem w Ślązagu.

Herb Katowic na pylonie Wejścia Głównego Parku Śląskiego, 2025

Może Cię zainteresować:

Cień Stalinogrodu nad WPKiW, czyli co nam mówią kamienie Wejścia Głównego do Parku Śląskiego

Autor: Tomasz Borówka

18/07/2025

Park Śląski

Może Cię zainteresować:

"Państwa zachodnie budują narzędzia śmierci, a my będziemy mieli park". Jak WPKiW walczył o pokój

Autor: Tomasz Borówka

19/11/2023

Rysunki Gwidona Miklaszewskiego o WPKiW

Może Cię zainteresować:

WPKiW kreską Gwidona Miklaszewskiego. Zapomniane rysunki propagandowe śląskiego klasyka humoru. Recenzja po latach

Autor: Tomasz Borówka

24/10/2025

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama