14 października 1908 roku w Königshütte (Królewskiej Hucie, dzisiejszym Chorzowie) wydarzyło się coś, co później wspominano przez dugie lata. Najpierw był strach, potem rozpacz, a na końcu scena, której nakręcenia nie powstydziłby się sam Kazimierz Kutz. Scena tak nieprawdopodobna, że gdyby nie świadkowie, trudno byłoby uwierzyć, że wydarzyła się naprawdę.
A nie wydarzyłaby się, gdyby nie miejsce, które dziś kojarzy się z zielenią, spacerami i spokojem. W sercu dzisiejszego Parku Śląskiego.
Piekło pod ziemią
W kopalni „König” („Król” )trwały przygotowania do ponownego otwarcia starego, odizolowanego pola. Sztygar Rudolf Roter wraz z praktykantem Golą i cieślą Mzykiem miał sprawdzić, czy można tam przywrócić wydobycie. Wybili otwór w tamie. Poczekali – zgodnie z przepisami. Weszli.
Kilka kroków dalej powietrze nagle zgęstniało – gryzący, duszący odór gazów pożarowych uderzył ich jak ściana.
Gola i Mzyk padli pierwsi. Roter, oszołomiony, pobiegł w złym kierunku – prosto w gęstniejący dym. W tym samym czasie gazy zaczęły rozlewać się po sąsiednich polach, docierając nawet do stajni, gdzie sześć kopalnianych koni zginęło na łańcuchach, zanim ktokolwiek zdążył je uwolnić.
W górniczych gankach wybuchła panika. Ludzie rzucali narzędzia, biegli na oślep, potykali się o ciała kolegów. Wielu było przekonanych, że to koniec.
Ocalenie w Leśnym Szybie
Wtedy pojawił się ktoś, kogo nazwisko nie przekazały nam źródła z epoki, ale pamięć o nim przetrwała. Był to stary górnik, pracujący na kopalni od dziesięcioleci, człowiek, który znał podziemia jak własną kieszeń.
To on zachował zimną krew i to on zamknął jedną z tam pożarowych, odcinając dopływ gazów. Po czym wskazał drogę ucieczki: „Do szybu w lesie! Do szybu leśnego!”
Górnicy ruszyli za nim gankami, które już wypełniały się dymem. Po drodze mijali zaduszonych kolegów. Dwóch padło w trakcie ucieczki –inni nieśli ich na plecach.
I w końcu dotarli.
Szyb Leśny. Ten sam, który stoi do dziś –najstarszy zachowany obiekt na terenie Parku Śląskiego. Dziś odnowiony, spokojny, niepozorny. Wtedy – jedyna brama prowadząca z piekła na ziemię.
Po drabinach wychodzili na światło dzienne: półnadzy, bosi, drżący, osmaleni. Ale żywi.
Zmartwychwstanie pod kopalnią
Gdy na kopalni zabrzmiała alarmowa syrena, w mieście wybuchł popłoch. Zbiegły się setki kobiet i dzieci. Matki błagały, by je wpuścić na teren kopalni. Żony mdlały. Krążyła wieść, że część załogi trzeba będzie „poświęcić”, zamurować, by zatrzymać pożar.
Wydobyto pierwsze ciała – zaduszonych górników i sztygara. Wszystko wskazywało na to, że pozostali również nie żyją.
Aż nagle…
Ktoś krzyknął, że od strony Chorzowskiego Lasu lasu idą ludzie. Najpierw kilku. Potem kilkunastu. Potem cała grupa.
W spodniach i koszulach roboczych. Bez butów. Bez czapek. Z twarzami czarnymi od sadzy. Z oczami szeroko otwartymi – jakby jeszcze nie wierzyli, że naprawdę stoją na powierzchni.
Kobiety rzucały się im na szyje, płakały, padały na kolana. Niektóre mdlały z ulgi. To była scena, którą życie napisało jakby specjalnie do flmu Kutza – surowa, prawdziwa, pełna bólu i ulgi jednocześnie.
Górnicy, których już opłakiwano – jednak wrócili.
Milczący świadek
Dziś mało kto wie, że w Parku Śląskim stoi budynek, który pamięta tamten dzień. Jest starszy niż najstarsze inwestycje WPKiW. Był tam, nim powstały Kręgi Taneczne, Cichy Zakątek, Łania, Planetarium, Leśniczówka, czy Dworek Parkowy. Przed nimi wszystkimi – o Wesołym Miasteczku, zoo czy Stadionie Śląskim już nie wsopminając – był tam on – Szyb Leśny.
Najstarszy obiekt w całym Parku. Niedawno odnowiony, ale wciąż ten sam. Sto kilkanascie lat temu był bramą życia. Dziś jest cichym świadkiem historii, którą warto przypomnieć właśnie teraz – w Wielkanoc. W Święto Zmartwychwstania.
Bo to opowieść o ludziach, którzy zeszli pod ziemię, a o których myślano, że już nie wrócą, i których już opłakiwano. A którzy przecież – wbrew wszystkiemu – wyszli z ciemności do światła.
Może Cię zainteresować:
Oś Ryb w Parku Śląskim. Znajdziesz tę ukrytą linię, która łączy ważne punkty w parku?
Może Cię zainteresować:
