6 października 1978 roku Karol Wojtyła został papieżem. Tego samego dnia Wanda Rutkiewicz – wrocławianka, jedna z najwybitniejszych himalaistek świata – stanęła na szczycie Mount Everestu. Gdy spotkali się później w Watykanie, Jan Paweł II powiedział jej: „Dobry los sprawił, że nam obojgu, tego samego dnia, udało się wyjść tak wysoko.”
„Pani Wando, ludzie gór witają się, stojąc” – powitał ją wtedy, wstając z fotela. Rutkiewicz przyniosła papieżowi kamień z Everestu. Wojtyła, znający góry lepiej niż większość duchownych, uśmiechnął się i zapytał, z którego miejsca go wzięła, skoro wierzchołek przez cały rok pokrywa śnieg.
W tej krótkiej scenie było wszystko: jego pamięć o Tatrach i Beskidach, jej świat Himalajów, i to poczucie, że oboje wiedzą, czym jest wysokość – fizyczna i symboliczna.
Góry były dla papieża czymś więcej niż krajobrazem. Mówił, że to tam człowiek odzyskuje proporcje:
„W górach niknie bezładny zgiełk miasta, panuje cisza bezimiennych przestrzeni, która pozwala człowiekowi wyraźniej usłyszeć wewnętrzne echo głosu Boga.”
Przy innej okazji powiedział:
„Polskim Wierchom zawdzięczam wiele dobrych chwil w moim życiu, w kształtowaniu mojego stosunku do przyrody, do ludzi, do Boga.”
To nie są zdania z homilii – to rozmyślania człowieka, który naprawdę chodził po góskich szlakach. I który wiedział, że wysokość i droga są zawsze jakąś formą prawdy o sobie.
Rutkiewicz mówiła o górach podobnie, choć innym językiem. Że tam człowiek zostaje sam ze sobą. Że tam wszystko staje się prostsze. Że wysokość nie jest ucieczką, tylko próbą.
Druga zbieżność między nimi jest mroczniejsza. 13 maja 1981 roku papież został postrzelony na placu św. Piotra. 13 maja 1992 roku Wanda Rutkiewicz zaginęła na Kangczendzondze. Dwa życia, które tego samego dnia roku zawisły na granicy śmierci. Jedno wróciło. Drugie zostało w górach. Oboje mieli w sobie ten sam rodzaj uporu i wewnętrznej dyscypliny, która pozwala iść wyżej, niż wydaje się możliwe.
Rutkiewicz była związana z Wrocławiem, prastarą stolicą Śląska. Tam się wychowała i uczyła, a w Rudawach Janowickich na Dslnym Śląskustawiała pierwsze kroki w skale. Jan Paweł II urodził się w Wadowicach u podnóża Beskidu Małego, a następnie przez długie lata związany był z Krakowem. Bywał na Śląsku jeszcze jako biskup krakowski, szczególnie uczestnicząc w pielgrzymkach do Piekar. Śląsk i Zagłębie odwiedził też kilkakrotnie jako papież. Stałym punktem jego pielgrzymek do Polski było oczywiście jeszcze jedno miejsce w obecnym województwie śląskim: Jasna Góra
Dwie daty, dwa losy, dwie wysokości. Jedna zdobyta, druga nadana. Jedna śmiertelnie realna, druga – symboliczna. A między nimi krótkie spotkanie w Watykanie i zdanie, które dziś może brzmieć jak puenta:
„Tego samego dnia weszliśmy tak wysoko.”
Może Cię zainteresować:
Pius X – śląskie korzenie czy legenda? Tajemnica papieża sprzed ponad wieku
Może Cię zainteresować:
Gierek, Papież i pyszne zapiexy. Co może zobaczyć Ślązak w Sosnowcu?
Może Cię zainteresować: