Natasza Zylska. Zapomniana gwiazda odwilży, której życie było dramatem XX wieku

Natasza Zylska była jedną z największych gwiazd gomułkowskiej odwilży – jej głos rozbrzmiewał w całej Polsce, a przeboje takie jak „Pik, pik, pik” czy „Kasztany” stały się symbolem nowoczesności. Dziś pamiętają o niej nieliczni, a jej biografia – rozpięta między Wilnem, syberyjską wywózką, katowickimi szkołami górniczymi, estradową sławą i brutalnym wymazaniem przez PRL – brzmi jak dramat XX wieku. Nowa wystawa Muzeum w Gliwicach pozwala zobaczyć Zylską na nowo: bez mitów, bez uproszczeń, z całą prawdą o jej losie. Pisze Piotr Fuglewicz.

Któż nie kojarzy magnetycznego głosu i pełnej temperamentu osobowości Nataszy Zylskiej? Wygląda, że dziś niestety niewielu. W czasie gomułkowskiej „odwilży” po 1956 roku jej przeboje bez przerwy rozbrzmiewały w odbiornikach radiowych, niosąc powiew upragnionej nowoczesności i spojrzenia na wielki świat. Niestety, dziś o tej niezwykłej artystce pamiętają jedynie nieliczni. Przez całe dekady postać Zylskiej funkcjonowała w polskiej świadomości jedynie przez pryzmat beztroskich szlagierów, takich jak „Bajo-bongo”, „Kasztany” czy „Mexicana”. Jej wizerunek radosnego „kolorowego ptaka” był jednak bolesnym uproszczeniem, pod którym kryła się dramatyczna walka o ludzką godność.

Nowe światło na jej losy rzuciła niedawna inicjatywa Muzeum w Gliwicach. Ekspozycja wymyślona przez Leszka Jodlińskiego, zatytułowana „Nie tylko »Bajo-bongo«. Nowa opowieść o Nataszy Zylskiej”, otwarta w październiku 2025 roku w Domu Pamięci Żydów Górnośląskich pod kuraturą Larysy Michalskiej, stała się impulsem do zrekonstruowania pełnej biografii Natalii Zygelman. To poruszająca kronika życia rozpięta między wileńskim dzieciństwem a syberyjską wywózką; między surowością śląskich szkół górniczych a wymuszoną emigracją. Fakty, które wystawa wydobywa z mroków archiwów, rzucają wyzwanie naszej dotychczasowej wiedzy o powojennej popkulturze.

Z Wilna na Sybir

Natalia Zygelman przyszła na świat 13 grudnia 1933 roku w Wilnie. Rodzinne gniazdo tworzyli Jan Jakub, warszawiak z pochodzenia, oraz Eugenia z domu Broido – rodowita wilnianka. W ich domu dynamiczny duch stolicy spotykał się z melancholijną wrażliwością Kresów. Tuż przed wybuchem wojny Zygelmanowie przenieśli się do majątku Bezdany, lecz spokój okazał się jedynie krótkim preludium do nadchodzącej katastrofy. Kolejne okupacje – sowiecka, litewska i ponowna radziecka – brutalnie zniszczyły świat jej dzieciństwa. W czerwcu 1941 roku rodzina została deportowana w głąb ZSRR, trafiając do miejscowości Pospielicha w Kraju Ałtajskim.

Ekstremalny syberyjski klimat, życie w nędznych barakach i codzienna walka o byt stały się codziennością ośmioletniej Natalii. Wywózka oznaczała kres regularnej edukacji muzycznej, ale to właśnie tam jej talent stał się narzędziem ocalenia. Dziewczynka śpiewała w szpitalach wojskowych dla rannych żołnierzy Armii Czerwonej. Wspominała później, że za te występy otrzymała najcenniejsze honorarium w życiu – bochenek chleba. To traumatyczne doświadczenie uformowało jej późniejszy profesjonalizm; dla Zylskiej scena nie była pogonią za blichtrem, lecz rzetelnym rzemiosłem, które miało gwarantować bezpieczeństwo jej i jej bliskim.

Edukacja w Katowicach

W kwietniu 1946 roku rodzina przybyła do Katowic w ramach tzw. osadnictwa produktywizacyjnego. Powojenna polityka wobec ocalałych z Holocaustu Żydów zakładała ich gospodarczą „użyteczność” poprzez skierowanie do pracy fizycznej i przemysłu na Ziemiach Odzyskanych. To sprawiło, że Górny i Dolny Śląsk stały się wówczas regionami o najwyższym odsetku ludności żydowskiej w Polsce. Zygelmanowie osiedli przy ulicy Słowackiego 14. Natalia, zamiast do konserwatorium, trafiła do szkół technicznych. Od 1948 roku pobierała nauki w Liceum Przemysłu Węglowego, a od 1951 roku w nowo wybudowanym Technikum Górniczym przy ulicy Mikołowskiej 131 w Brynowie.

W 1952 roku uzyskała dyplom technika górnika-planisty. Choć ten kierunek edukacji był podyktowany pragmatyzmem stalinizmu, to właśnie w auli technikum jej głos po raz pierwszy wybrzmiał publicznie, budząc powszechny zachwyt. Katowicki etos pracy i techniczna dyscyplina stały się fundamentem jej oszałamiającej kariery estradowej. Kluczowym miejscem dla artystycznego przeobrażenia Natalii był gmach Wojewódzkiego Domu Kultury przy ulicy Francuskiej 12. To tam, pod czujnym okiem instruktorów (m.in. prof. Jerzego Mamina), narodziła się Natasza Zylska. WDK stanowił wówczas najważniejszy ośrodek kulturalny regionu, dający artystom niezbędną w realiach PRL-u weryfikację zawodową.

Sława i represje

Zylska błyskawicznie stała się ikoną. Piosenki takie jak „Pik, pik, pik” Władysława Szpilmana czy nastrojowe „Kasztany” stanowiły dla Polaków upragniony powiew światowej estrady. Mimo ogromnej popularności artystka zachowywała dystans do sławy. Jej promienny wizerunek sceniczny kontrastował z prywatnym życiem mieszkanki Katowic, wciąż obarczonej ciężarem wojennych wspomnień. Pasmo sukcesów zostało przerwane przez brutalną politykę państwa. 27 maja 1960 roku, podczas pobytu w Izraelu, poślubiła Włodzimierza Bieleńskiego. Choć mogła pozostać za granicą, zdecydowała się na powrót do kraju 19 lipca 1960 roku, by legalnie uregulować swoje sprawy zawodowe.

Zamiast sprawnej procedury, artystka napotkała trzyletni, zacięty opór władz. Służba Bezpieczeństwa w Katowicach wielokrotnie odmawiała jej wydania paszportu, forsując kłamliwą tezę o „fikcyjnym małżeństwie”. Zylską zmuszono do opuszczenia mieszkania i pozbawiono możliwości wykonywania zawodu. Jej nazwisko systematycznie wymazywano z radia i prasy, a interwencje męża u najwyższych organów państwowych, w tym u samego premiera Cyrankiewicza, pozostawały bez odpowiedzi. Zgodę na wyjazd otrzymała dopiero jesienią 1963 roku. 26 listopada 1963 na zawsze opuściła Katowice.

Władze PRL zastosowały wobec niej strategię całkowitego zapomnienia: wycofywano ze sprzedaży jej płyty, a piosenki emitowano w radiu bez wymieniania nazwiska wykonawczyni. Natalia Bieleńska osiadła w Tel Awiwie, gdzie z czasem porzuciła śpiew na rzecz rzeźby ceramicznej. Zmarła 29 marca 1995 roku, z dala od miasta, które ją ukształtowało, a ostatecznie cynicznie odrzuciło. Dzisiejsza próba przywrócenia pamięci o Nataszy Zylskiej pozwala odrzucić powierzchowny mit beztroskiej gwiazdy. Jej biografia ukazuje kobietę, której życie determinowały największe dramaty XX wieku: Holocaust, syberyjskie zesłanie i bezduszność komunistycznej biurokracji. Dziś katowickie ulice Słowackiego, Francuska i Mikołowska znów ożywają jej historią – tym razem opowiedzianą bez cenzury i zbędnych upiększeń.

Gmach Muzeum Śląskiego. Ikoniczny projekt Karola Schayera nie przetrwał

Może Cię zainteresować:

Piotr Fuglewicz: Beton, który nie pamięta. Karol Schayer i kruchość architektury

Autor: Piotr Fuglewicz

28/11/2025

Ksiądz Karol Woźniak podczas III powstania śląskiego dowodził batalionem

Może Cię zainteresować:

Krzyż i Mauzer. Szopienicka ballada o księdzu Karolu Woźniaku i jego braciach

Autor: Piotr Fuglewicz

02/01/2026

Drzeworyt Pawła Stellera Hałdy w Bogucicach, 1932

Może Cię zainteresować:

Piotr Fuglewicz: Paweł Steller – śląski Dürer z Obozu 503

Autor: Piotr Fuglewicz

15/11/2025

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama