„Kurier Wieczorny” (ŚBC)
Śląsk - Wolverhampton Wanderers

„Wilki” w Hajdukach Wielkich, czyli jak reprezentacja Śląska nie dała się pokonać wicemistrzom Anglii. A może gościom przeszkadzały wyjątkowo niezgrabne spodenki?

Gościna angielskich piłkarzy na Śląsku największym wydarzeniem sportowym ostatnich lat – napisał na czołówce stron sportowych „Katolik” w 1938 roku. Drużyna Wolverhampton Wanderers przyjechała do Hajduków Wielkich w ramach tournée i przyciągnęła dziesiątki tysięcy kibiców, dla których trzeba było zorganizować specjalne pociągi. Gwiazdą meczu był Ernest Wilimowski, który zdobył aż trzy gole! Za to dziennikarz „Kuriera Wieczornego” przejął się przede wszystkim niezgrabnymi spodenkami przyjezdnych.

W ostatnich tygodniach piszemy o reprezentacji Śląska w piłce nożnej i wcale nie robimy sobie z tego żartów. To poważna sprawa, ponieważ taka drużyna w przeszłości wychodziła już na murawę, a tym razem przypominamy jeden z jej legendarnych, choć zapomnianych, meczów.

Dlaczego w ogóle o tym piszemy? Ponieważ wkrótce na deskach Teatru Korez w Katowicach pojawi się „Weltmeister“, czyli najnowsza sztuka Zbigniewa Rokity, autora książki „Kajś“, za którą zdobył w ubiegłym roku podwójną Literacką Nagrodę NIKE. „Weltmeister“ opowiada o Ślōnzokach, ftōrzy siedzą w barze i oglądają mistrzostwa świata w piłce nożnej, na których gra reprezentacja Śląska. Mało tego, że gra, to jeszcze dochodzi do finału! Co dalej? Będzie można zobaczyć w Teatrze Korez.

Największe wydarzenie sportowe ostatnich lat

Najwięcej emocji przed laty wzbudziło spotkanie z „Wilkami”, czyli Wolverhampton Wanderers, którym gazety w 1938 roku żyły przez kilka tygodni. - Gościna angielskich piłkarzy na Śląsku największym wydarzeniem sportowym ostatnich lat - napisał na czołówce stron sportowych „Katolik”.

„Wilki” były wówczas czołową angielską drużyną, która dwukrotnie zdobyła wicemistrzostwo kraju (W sezonach 1937/38 oraz 1938/39), a walkę o mistrzostwo przerwał jej wybuch II wojny światowej. Zdobyli je dopiero w sezonie 1953/54, a później stawali na najwyższym stopniu podium jeszcze dwukrotnie (1957/58, 1958/59).

– Ostatnio w Anglii tematem sportowym dnia, obok zagadnienia, kto będzie mistrzem ligi, był wynik jaki uzyskał Wolverhampton z Leicester City w stosunku 10:1. Okazuje się, że bohaterem spotkania był 16-letni Richard Dorsett (zdobył pięć goli - przyp. red.), zakupiony przed trzema tygodniami przez meneżera „Wilków“ z jednego z klubów ulicznych za marną wprost sumę pięciu funtów. Debiut Dorsetta przypadł właśnie na meczu z Leicester – opisywano przed meczem na łamach „Kuriera Wieczornego”.

Co ciekawe, spośród jedenastu milionów ludzi, którzy typowali wówczas mecz pomiędzy Wolverhampton a Leicester u bukmacherów, nikt nie trafił poprawnego wyniku.

– Uwaga na Anglików! – przestrzegała redakcja „Siedmiu groszy”.

Ernest Pohl

Może Cię zainteresować:

Reprezentacja Śląska wszech czasów. Z takim składem bylibyśmy mistrzami świata

Autor: Patryk Osadnik

15/05/2022

Wolverhampton nie mógł zawieść w Katowicach, bo w nich nie grał

Piłkarze Wolverhampton Wanderers po zakończeniu sezonu 1937/38 przyjechali na krótkie tournée po kontynencie europejskim, gdzie na początek zagrali z połączonymi zespołami Sparty i Slavii Praga, Na ciasny, otoczony kamienicami stadion przybyło 25 tys. widzów, którzy chcieli zobaczyć w akcji drużynę, uchodzącą za jedną z najlepszych. Przecierali oczy ze zdziwienia, ponieważ „Wilki” traciły gola za golem, a mecz zakończył się wynikiem 4:0.

– Czesi wprawdzie zasłużyli na zwycięstwo, lecz wygrali mecz stanowczo za wysoko. Wystarczy powiedzieć, iż przez cały czas przewagę mieli Anglicy. Czesi wykorzystali jedynie nieliczne okazje. Wolverhampton przewyższał doskonale zestawiony team czeski pod względem opanowania technicznego, kombinacji i kondycji. Popełnił jednak ten błąd, że strzelał rzadko na bramkę, a linia ataku angielskiego nie potrafiła się oswobodzić z czułej opieki pomocników i obrońców czeskich – donosił korespondent „Kuriera Wieczornego”.

Trener Frank Buckly po meczu oświadczył, że jego drużyna była przemęczona podróżą, a w Budapeszcie i Katowicach na pewno nie zawiedzie. Wręcz nie mogła zawieść, ponieważ mecz miał odbyć się w Hajdukach Wielkich, a w katowickim Hotelu Monopol piłkarze mieli zapewniony jedynie nocleg. Nie była to jednak poważna wpadka, ponieważ dziennikarze „Kuriera Wieczornego” początkowo myśleli, że Wolverhampton to drużyna z Londynu i dopiero po kilku dniach sprostowali, że „Wilki” pochodzą z oddalonego o trzy godziny drogi… Wolverhampton.

Major, który zbudował wielki Wolverhampton

Po blamażu „Wilków” w Pradze korespondentowi „Kuriera Wieczornego” udało się porozmawiać z Bucklyem. Tak na marginesie, majorem Królewskiego Pułku Piechoty, byłem piłkarzem Aston Villi, Birmingham i Derby Country oraz trenerem Norwich City i Blackpool. Początkowo nie był on skory do rozmowy, ale nie mógł odmówić dziennikarzowi, który przyjechał aż ze Śląska.

– Gdy przeniosłem się do Wolverhampton, groził mu spadek z I ligi i przez dalsze dwa lata borykaliśmy się z tą myślą – przyznał trener. – Te dwa lata były dla mnie ciężką próbą życiową. Wystarczy, że powiem, iż były momenty, gdy zwolennicy Wolverhampton obrzucali mnie kamieniami za to, bo nie podobały im się moje pociągnięcia w klubie. Przyznam się, że przeprowadziłem radykalną „kurację”. Sprzedałem nasamprzód wszystkich czołowych graczy ligowej drużyny, a pozostawiłem sobie tylko jednego 14-letniego Bryna Jonesa! Za uzyskane fundusze ze sprzedanych graczy pokryłem długi klubowe.

Kibice go znienawidzili, ale kontynuował swoją wizję. Złożył drużynę składającą się wyłącznie z młodych graczy, która powoli pięła się w górę tabeli. Plan był prosty. Do Wolverhampton ściągano graczy z prowincjonalnych i ulicznych klubów. Dostawali oni pracę w Zakładach Przemysłowych Boscha oraz opiekę doskonałych trenerów. Po kilku latach byli sprzedawani za astronomiczne jak na tamte czasy sumy do innych klubów. Mowa o nawet 13 tys. funtów.

Pracę młodzi zawodnicy otrzymywali dzięki temu, że Wolverhampton zarządzał dyrektor Zakładów Przemysłowych Boscha, nijaki Cadwallader. Konia z rzędem temu, kto odszuka jego imię. Być może nawet nazwisko to pomyłka, ponieważ ówcześni dziennikarze mieli spore problemy z angielskimi nazwami własnymi.

– Uchodzi on za człowieka bardzo bogatego i jego entuzjazm dla sportu, szczególnie piłkarskiego, znany jest w całej Anglii. Rok rocznie w dniu, kiedy odbywa się finał o Puchar Anglii, pan Cadwallader zaprasza do siebie na wystawny obiad koło 300 osób. Następnie odwozi ich samochodami na stadion, a po meczu urządza wspaniałą zabawę w swoich posiadłościach – opowiadał Buckly.

– Jak grają Anglicy? Przede wszystkim bez „cudów”. Nie pokazują ładnych specjalnych sztuk czy zagrań. Dysponują świetnym wyrobieniem gimnastycznym, posiadają dużą wytrzymałość, średnią szybkość, bardzo dokładne opanowanie techniczne, są zgrani, rozumieją się dokładnie. Nie ma u nich zagrań zbyt błyskawicznych, akcyj improwizowanych, czy jakichś porywających tricków – „Kurier Wieczorny”.

Włosi chcieli nam podebrać „Wilków”, a drużyna Red Star była zbyt słaba

Zainteresowanie europejskim tournée Anglików było gigantyczne. Tak duże, że Włosi w ostatniej chwili próbowali podebrać Ślązakom przeciwnika. Początkowo piłkarscy dyplomaci podczas wizyty w Pradze trzykrotnie oferowali „Wilkom” dodatkowy mecz.

– Za każdym razem przychodziła odpowiedź odmowna, wobec czego Włosi zaproponowali, by Wolverhampton Wanderers zrezygnował z meczu ze Śląskiem, by zerwał kontrakt, a otrzyma za to lepsze warunki finansowe (…) I ta propozycja spotkała się z odmową – napisał reporter „Siedmiu Groszy”.

Anglicy zdecydowali się jednak na dodatkowe 90 minut, ale już po starciu ze Ślązakami. W drodze powrotnej i tak mieli odwiedzić Francję, więc zaakceptowali propozycję gry w Paryżu. Tamtejsza federacja ogłosiła jednak, że sama drużyna Red Star jest zbyt słaba, więc na boisko wyjdzie w mieszanym składzie z zawodnikami Racing Clubu.

– Major Buckley zadecydował, że tournée po kontynencie może być powiększone tylko o jeden mecz. Potem jego chłopcy muszą wypocząć, wszyscy otrzymają urlopy, na które zasłużyli w pełni po zdobyciu wicemistrzostwa – wyjaśniał „Kurier Wieczorny”.

Osiem specjalnych połączeń kolejowych na mecz

Już tydzień przed meczem, który odbywał się w środę, 18 maja, sprzedano ponad 20 tys. biletów, a Śląski Okręgowy Związek Piłki Nożnej musiał anulować wszystkie długoterminowe akredytacje dla dziennikarzy i jeszcze raz poprosić ich o przesłanie zgłoszeń oraz zapotrzebowania na miejsca.

– Ze względu na bardzo wysokie koszty sprowadzenia Anglików, ceny biletów będą stosunkowo drogie (…) W dniu zawodów bilety nie będą może zupełnie sprzedawane, co wydatnie przyczyniłoby się do sprawnej organizacji – ostrzegano w „Siedmiu Groszach”.

Bilet w przedsprzedaży kosztował… 5 złotych. Przy kasie 6 złotych. Wejściówki na loże były o złotówkę droższe. Miejsca stojące kosztowały kolejno półtora i dwa złote, a miejsce na bieżni były ciut droższe.

– Wszelkie legitymacje bezpłatnego wstępu i bilety na zniżki będą nieważne. Przypuszczalnie na meczu Wolverhampton ze Śląskiem ustalony będzie nowy rekord publiczności na zawodach piłkarskich w Polsce – przewidywano w „Siedmiu Groszach”.

Dyrekcja Kolejowa w Katowicach na tę okoliczność uruchomiła specjalne połączenia do Hajduków Wielkich:

  • z Gliwic przez Rudę Śląską,
  • z Bytomia przez Chorzów,
  • z Tarnowskich Gór przez Katowice,
  • z Rybnika przez Katowice,
  • z Bielska przez Katowice,
  • z Oświęcimia przez Katowice,
  • z Zawiercia przez Będzin, Sosnowiec i Katowice,
  • z Krakowa przez Szczakową.

„Silne oddziały policji” odcięły w dniu meczu całą ulicę wzdłuż stadionu dla ruchu pieszego oraz kołowego, z wyjątkiem tramwajów, przepuszczając tylko kibiców z biletami. Kasy, gdzie mimo obaw dostępne były jeszcze wejściówki, otwarto o godz. 14.00, czyli cztery godziny przed pierwszym gwizdkiem sędziego.

Stadion Śląski

Może Cię zainteresować:

Śląsk mistrzem świata? Tak mogłaby wyglądać nasza reprezentacja w piłce nożnej

Autor: Patryk Osadnik

08/05/2022

Anglicy wyszli na murawę w fatalnych spodenkach...

Tymczasem Anglicy dotarli do Katowic dzień przed zaplanowanym meczem – po bezbramkowym remisie z Węgrami – i z Hotelu Monopol udali się prosto do… teatru. Grała tam koncert francuska gwiazda Josephine Baker. Wówczas padło podejrzenie, graniczące z pewnością, że do tournée podeszli nieco lekceważąco, choć na łamach „Kuriera Wieczornego” podkreślono, że nie piją ani piwa, ani wódki, co najwyżej wino. I nie palą.

Złożona z 24 osób delegacja, w której skład - oprócz 17 - wchodził trener, masażysta, dziennikarz „The Daily Telegraph” oraz kilka innych osób, na stadion w Hajdukach Wielkich dotarła jednak na czas i w całości.

– Opis piłkarzy angielskich musimy zacząć od ich niezgrabnych spodenek. Smukli, świetnie wyrobieni gimnastycznie chłopcy, w długich po kolana spodenkach, o kroju z czasów występów, pierwszych sportowców z Eton, co działo się blisko sto lat temu, tracą na swym wyglądzie bardzo wiele. Ale w spodenkach tak fatalnego kroju występują nie tylko piłkarze, ale wszyscy sportowcy angielscy – opisywał reporter „Kuriera Wieczornego”.

A co działo się na boisku? R E W E L A C J A! Już w czwartej minucie Ernest Wilimowski zwiódł bramkarza i zdobył gola na 1:0. - To samo powtórzył w 11. minucie! Widownia szalała. 2:0 dla Śląska! - emocjonował się dziennikarz „Katolika”. Anglicy się pozbierali i zdołali strzelić gola kontaktowego, ale szybko piłkę w siatce po raz trzeci umieścił Wilimowski. Do przerwy było jednak 3:3.

Po zmianie połów Anglicy grali agresywnie i bardzo ostro, ale wynik utrzymywał się do 80 minuty. Dopiero wtedy Gerard Wodarz zdołał strzelić na 4:3. Niestety kilka minut później „Wilki” znów wyrównały i cały mecz zakończył się wynikiem 4:4. Ponoć Buckley oświadczył, iż nie spodziewał się takich umiejętności po Ślązakach, spośród których część – w jego ocenie – mogłaby poradzić sobie w zawodowej angielskiej lidze.

– Jak grają Anglicy? Przede wszystkim bez „cudów”. Nie pokazują ładnych specjalnych sztuk czy zagrań. Dysponują świetnym wyrobieniem gimnastycznym, posiadają dużą wytrzymałość, średnią szybkość, bardzo dokładne opanowanie techniczne, są zgrani, rozumieją się dokładnie. Nie ma u nich zagrań zbyt błyskawicznych, akcyj improwizowanych czy jakichś porywających tricków. Bramki zdobyte przez Wolverhampton nie były imponujące, ale były niezwykle pewne – ocenił „Kurier Wieczorny”.

Ślązacy żegnali Anglików z pewnym niedosytem, ponieważ mieli spore szanse na zwycięstwo przy pękających w szwach trybunach, na których pojawiło się według różnych źródeł od 35 do 45 tys. kibiców.

Skład reprezentacji Śląska w meczu z Wolverhampton Wanderers: Roman Mrugała; Edmund Gemza, Paweł Kinowski, Jan Bentkowski, Wilhelm Piec, Ewald Dytko; Ryszard Piec, Leonard Piątek, Jerzy Wostal, Ernest Wilimowski, Gerard Wodarz. Rezerwowi: Eryk Tatuś, Gothard Stolarczyk, Ewald Cebula, (?) Niedurny.