Rozmowa z Damianem Jabłeką, dyrektorem Planetarium Śląskiego
Nieraz się zastanawiam, czy nowo
wybrany prezydent RP myśli czasem, że jest następcą Bolesława
Chrobrego, Jana III Sobieskiego czy innych postaci z podręczników
historii, czy też bieżące obowiązki natychmiast wypierają takie
refleksje. Jak się czuje następca Sałabuna, Chrupały, Motyki czy
Janty? Kiedy po raz pierwszy wszedł pan do gabinetu dyrektora, miał
pan bardziej poczucie zaszczytu czy odpowiedzialności?
Nie jestem głową
państwa, więc to oczywiście nie ta skala. Jednak wchodząc do
gabinetu, czułem przede wszystkim ogromną odpowiedzialność i
ciężar dziedzictwa moich poprzedników. Miałem szczęście znać
dyrektora Chrupałę oraz kolejnych dyrektorów, którzy mnie tu
uczyli, rozwijali i wdrażali w to, czym Planetarium powinno być. To
byli wielcy ludzie, dlatego obejmowanie urzędu po nich jest
wyzwaniem. Czułem, że musimy nie tylko utrzymać poziom, ale i
rozwijać instytucję dalej, wyjmując z tego bogatego bagażu
doświadczeń najważniejsze elementy.
Skoro mówimy o pana wielkich
poprzednikach – czym każdy z nich się wyróżniał i co z ich
dorobku czerpie pan dzisiaj szczególnie?
Każdy z nich kształtował moje
wyobrażenie o Planetarium w inny sposób. Henryk Chrupała
reprezentował wizję ściśle naukową i bardzo olimpijską. Leszek
Motyka wniósł nowoczesne podejście, mocno związane z meteorologią
oraz rozwijaniem relacji z ościennymi miastami na naszym lokalnym
podwórku. Z kolei Stefan Janta dokonał gigantycznego skoku w
nowoczesność poprzez wielką rozbudowę i przekształcenie
Planetarium w Śląski Park Nauki.

Czym właściwie jest ta misja
Planetarium, która łączy kadencje wszystkich dyrektorów od lat
50. XX wieku?
Od 1955 roku ta podstawowa misja się
nie zmieniła: jesteśmy tu dla ludzi i społeczeństwa. Planetarium
powstało po to, aby mieszkańcy przemysłowego Śląska po ciężkiej
pracy mieli miejsce, gdzie mogą odetchnąć i oderwać myśli,
korzystając z rozrywki naukowej. Dzisiaj również dążymy do
podnoszenia jakości życia mieszkańców. Chcemy, aby nasi goście
pod kopułą zapomnieli o codzienności i odlecieli w kosmos,
zyskując niezwykły dystans do codziennych spraw. Z drugiej strony
funkcjonujemy jako placówka oświatowa, w której na wygiętym
ekranie realizujemy podstawę programową dla szkół, budując
przyszły potencjał naukowy społeczeństwa.
Co jest dziś osią, wokół której
obraca się działalność Planetarium? Gdyby musiał pan wskazać
jedną rzecz, wokół której kręci się Planetarium – Śląski
Park Nauki, co by to było?
Nasza działalność obraca się wokół
aż trzech stałych filarów: astronomii, sejsmologii i meteorologii.
Te dwie ostatnie dziedziny były zresztą z nami od zawsze. Słupy
pod pomiary sejsmologiczne znajdowały się w piwnicach budynku już
od samego początku. Także od wczesnych lat Planetarium
funkcjonowała przy nim stacja pomiarów meteorologicznych,
zastąpiona wkrótce przez Obserwatorium Meteorologii i Klimatologii.
W Planetarium – Śląskim Parku Nauki w pełni, i, na równi z
astronomią, wyeksponowane zostały również te nauki o Ziemi. Tak
specyficzna, ukierunkowana oferta daje nam przewagę nad ogólnymi
centrami nauki. Okazuje się, że odwiedzający wolą zgłębić
konkretną ścieżkę tematyczną, niż otrzymać pobieżne
informacje o wszystkim.
Planetarium – Śląski Park Nauki dla
wielu osób jest dziś najbardziej udaną inwestycją ostatnich lat w
Parku Śląskim i po prostu najfajniejszym miejscem w całym parku.
Zgodziłby się pan z tego typu opiniami?
Zdecydowanie tak i cieszę się z nich.
Oczywiście Planetarium jako takie już wcześniej było ikoną
Śląska i miejscem, do którego ludzie wracali z nostalgią, dzieląc
się przy tym nieraz z nami wspomnieniami sięgającymi jeszcze
podstawówki. Z drugiej strony, czasami pojawiały się jednak i
narzekania, że niby nic się tu nie zmienia. Że już lata
dwutysięczne, a tu ciągle ten sam projektor, stare fotele, i tak
dalej. Co nie było do końca sprawiedliwe, bo nie tylko fotele
wymieniono w latach 80., ale i sala była unowocześniana, a
projekcja skomputeryzowana. Tylko że niejeden tego nie dostrzegał.
Natomiast skutków rewolucji, jaka nastąpiła w 2022 roku, nie
sposób już przeoczyć. Dzisiejszy sukces dowodzi, jak trafna była
decyzja o modernizacji Planetarium, będącej tak naprawdę poddaniem
go głębokiej metamorfozie w Śląski Park Nauki.
Wiele kosztownych inwestycji
publicznych budzi mieszane opinie. W przypadku Planetarium ogromna
większość odwiedzających wychodzi zachwycona. Dlaczego?
Sukces ten zawdzięczamy realizacji
przemyślanej wizji dyrektora Stefana Janty, który wymyślił Park
Nauki eksponujący trzy dziedziny: astronomię, sejsmologię i
meteorologię. Kolejnym czynnikiem była kreatywność naszego
zespołu. Nie chcieliśmy powierzyć stworzenia wystawy jednej
zewnętrznej firmie, lecz sami, autorsko, opracowaliśmy zarówno
każdą ścieżkę dydaktyczną, jak i wszystkie jej elementy. Każdy
taki element był oddzielnym zamówieniem, którego realizacja objęta
była osobnym przetargiem. Oczywiście wiązało się to z wzięciem
na siebie dużej odpowiedzialności, lecz przyjęliśmy ją – co
przyniosło wymierne skutki. Kluczowe są dla nas dwa czynniki. Po
pierwsze, obecność przewodnika – żywego człowieka, który nie
tylko opowiada, ale przeprowadza zwiedzających np. przez
doświadczenia w pokoju wstrząsów sejsmicznych, pokojach
klimatycznych, jaskini 3D czy kulistym ekranie. Po drugie, wyjątkowa technologia na
sali planetarium, gdzie połączyliśmy analogowy projektor firmy
Goto, dający perfekcyjne, czarne niebo i punktowe gwiazdy, z
projekcją cyfrową na ekranie o powierzchni ponad 800 m2 i
rozdzielczości 44 milionów pikseli. Chcę tu jednak podkreślić, że
najważniejsza jest nasza załoga. I to cała – od popularyzatorów
nauki po kasjerów, pracowników IT czy służby techniczne. Wszyscy
jesteśmy „pozytywnymi wariatami”, którzy chcą zabierać ludzi
w niezapomnianą podróż.

Przy całej tej nowoczesności,
zwiedzając Planetarium, trudno nie zauważyć szacunku dla jego
historii. Stary refraktor został wyeksponowany zamiast trafić do
magazynu. Dawny projektor planetarium zajmuje centralne miejsce.
Wracacie do swoich historycznych programów, jak np. „Starożytne
legendy o gwiazdozbiorach”. Bywają też eksponowane drobniejsze
pamiątki dawnych wystaw, jak chociażby historyczne zegary. Jak
ważne jest dla pana pielęgnowanie tej ciągłości?
Jest kluczowe. Pamiętamy o naszej
historii, stąd też w naszej oficjalnej nazwie nadal funkcjonuje
Planetarium i Obserwatorium Astronomiczne im. Mikołaja Kopernika w
Chorzowie. Wbrew pozorom, słowo „Ludowe”, które pierwotnie
znajdowało się w jego nazwie i nadal widnieje na zachowanej tablicy
pamiątkowej w holu Planetarium, nie ma wiele wspólnego z Polską
Rzeczpospolitą Ludową. Po prostu nawiązywało do programu
zakładania tzw. obserwatoriów ludowych, w ramach którego
zainicjowano budowę Planetarium Śląskiego w latach 50. Ideą tych
obserwatoriów ludowych było przybliżenie astronomii szerokiemu
ogółowi społeczeństwa. A zatem edukowanie go – dokładnie to,
co robimy i dzisiaj, tyle ze wykorzystując dalece bardziej
zaawansowaną technikę. Z bagażu historycznych doświadczeń
staramy się stale wyjmować najlepsze, sprawdzone elementy i
dostosowywać je do współczesnych czasów.
Nieco przewrotne pytanie: po co
społeczeństwu planetaria w XXI wieku? Dziecko zainteresowane
kosmosem ma dziś w kieszeni smartfon z dostępem do nieskończonej
liczby filmów o kosmosie. Co Planetarium może mu dać, czego nie da
YouTube?
Fakt, że sama technologia czy
dostępność pikseli nie przyciągnie już człowieka, bo smartfon
czy gogle VR ma pod ręką. Natomiast tym, co robi różnicę w
Planetarium, jest opowieść i budowanie emocjonalnego związku z
wiedzą. Fakty można znaleźć wszędzie, ale żeby je przyswoić i
czerpać z nich radość, trzeba połączyć je z emocjami. W
Planetarium odpowiedzialność za cel podróży bierzemy na siebie –
zabieramy widza w immersyjną wyprawę w głąb Ziemi lub w kosmos.
Swoją drogą, właśnie dzięki
planetarium można było doświadczyć imersji jeszcze wtedy, nim to
słowo stało się modne...
Dokładnie tak.
Wspomniał pan o wyzwaniach związanych
z nowymi technologiami. Jak rozwój sztucznej inteligencji zmienia
podejście do edukacji i jaka jest w tym kontekście rola
Planetarium?
Sztuczna inteligencja daje nam
natychmiastowe odpowiedzi na pytania, ale niekoniecznie uczy ich
stawiania – a od tego ostatniego zaczynają się przecież naukowe
odkrycia. Ponadto pozbawia nas tego, co najcenniejsze – samego
procesu dochodzenia do wiedzy. Kiedyś, szukając informacji w
książkach, a nawet w Internecie, musieliśmy czytać, przeglądać
strony, po drodze nieraz błądzić, a nawet popełniać błędy, na
których się uczyliśmy. To właśnie w tym procesie buduje się
kreatywność i krytyczne myślenie. Młodzi ludzie dostają dziś
gotowy wynik bez wysiłku. Miejsca takie jak Planetarium pokazują im
tę drogę, stawiają trafne pytania i uczą patrzeć na świat z
dystansem oraz krytycyzmem.
Planetarium powstało w czasach, gdy
Śląsk i Zagłębie kojarzyły się przede wszystkim z przemysłem,
techniką i górnictwem. Jaką rolę powinno pełnić dzisiaj, gdy
region szuka nowej tożsamości? Czy Planetarium jest instytucją
śląską, ogólnopolską czy już europejską? Odgrywa rolę w
promocji województwa śląskiego?
Jesteśmy „śląscy z domu” i
chcemy być jedną z najjaśniejszych pereł w koronie województwa
śląskiego. Województwo śląskie przechodzi transformację i
rozwija się m.in. w branżach kosmicznych. Odwiedzają nas goście z
całej Polski – wzdłuż autostrady A4, ale też z Gdańska czy
Polski Centralnej. Często mieszkańcy regionu przyprowadzają do nas
swoich gości z zagranicy, by pochwalić się obiektem na europejskim
poziomie. Potwierdzają to przedstawiciele zagranicznych instytucji,
np. szef austriackiego stowarzyszenia planetariów, który podczas
wizyty był zachwycony tym, co udało się tu stworzyć. Organizujemy
też imprezy międzynarodowe, takie jak Międzynarodowa Olimpiada
Astronomiczna.
Czy są miejsca w Polsce, z którymi
konkurujecie o publiczność?
W naszej branży nie odczuwamy
agresywnej konkurencji. Planetarium – Śląski Park nauki to część
zgranej społeczności. Organizujemy tu nawet Dzień Planetariów, na
który przyjeżdża kilkudziesięciu ich pracowników z całej
Polski, by dzielić się doświadczeniami i prezentować nowe seanse.
Jak na tym tle wyglądają inne
ośrodki, na przykład Młodzieżowe Obserwatorium Astronomiczne w
Niepołomicach?
Niepołomice są nam bardzo bliskie,
ponieważ tak jak my są jednostką oświatową. Mają kameralne
planetarium i obserwatorium, w którym wykonywana jest wspaniała
praca edukacyjna.
A czy w Chorzowie nie brakuje bazy
noclegowej, jaką dysponują Niepołomice?
Owszem, to akurat jest w naszym
przypadku pewna luka. W Niepołomicach młodzież może zostać na
noc i prowadzić całonocne obserwacje. U nas, przy braku własnego
hotelu (podczas olimpiad korzystamy np. ze Skauta), przeprowadzenie
dzieci w nocy przez ciemny Park Śląski wymaga sporej logistyki.
Nocleg na miejscu zmienia filozofię pracy.
Jakie inwestycje są obecnie
realizowane, a jakie znajdują się dopiero w planach?
Powoli realizujemy zaawansowany
technologicznie projekt radioastronomiczny – rozbudowy
infrastruktury radioastronomicznej. Ponadto musimy myśleć o
odświeżaniu naszych ekspozycji po upływie okresów gwarancyjnych,
ponieważ autorskie prototypy urządzeń mają swój ograniczony
resurs. Marzy mi się rozbudowa przestrzenna
Planetarium. Chcielibyśmy stworzyć podziemną przestrzeń w fosie
we wnętrzu skarpy naprzeciw nowego holu, by nie zaburzać krajobrazu
parku. Mogłaby tam powstać przestrzeń na wystawy czasowe zmieniane
co pół roku lub rok oraz baza pod wielodniowe szkolenia dla dzieci
w ramach programów podobnych do już realizowanego „Pierwszego
kroku w kosmos”.

Gdyby jutro dostał pan dodatkowe 50
milionów złotych wyłącznie na rozwój Planetarium, na co
przeznaczyłby pan je w pierwszej kolejności?
Z pewnością zainwestowałbym je
właśnie w stworzenie tej nowej podziemnej przestrzeni
wystawienniczej oraz rozbudowę bazy edukacyjno-szkoleniowej dla
dzieci i młodzieży.
Wokół Parku Śląskiego pojawiają
się pomysły inwestycyjne, np. dotyczące budowy wysokościowców.
Jak ocenia pan kwestię ochrony krajobrazu i zanieczyszczenia
światłem?
Jako naukowiec podchodzę do tego
powściągliwie – zmiana zanieczyszczenia światłem wymaga
dokładnych analiz. Jednak z punktu widzenia ochrony Parku Śląskiego
uważam, że tereny wokół nie powinny stawać się obszarami
deweloperskimi pod wieżowce, bo zaburza to parkowy charakter tego
miejsca.
Czy dyrektor Planetarium ma jeszcze
czas samemu patrzeć w niebo?
Muszę sobie ten czas organizować, bo
przede wszystkim czuję się astronomem z pasji i wykształcenia.
Przy domu mam małe obserwatorium z odsuwanym dachem, które z braku
czasu mocno zautomatyzowałem. Prowadzę w mediach społecznościowych
profil „Dotknij nieba”, dzielę się wiedzą na uniwersytetach
dziecięcych i podczas Nocy Perseidów. Ogromną motywacją była dla
mnie nagroda Pop Science, przyznawana przez publiczność za
popularyzację nauki.
Jaki jest pana ulubione miejsce w
Planetarium? Pierwsza myśl, jaka przychodzi panu do głowy.
W takim razie jest to obserwatorium
astronomiczne. Tam, przy teleskopie, mogę spędzać czas nawet w
środku dnia.
A co najbardziej zachwyciłoby tu dziś
chłopca, którym pan kiedyś był?
Zdecydowanie immersja na sali
planetarium. To niesamowite zanurzenie we Wszechświat i podróż w
kosmos zachwycało dzieci przed laty i zachwyca dwunastolatków
również dzisiaj.
Za dwadzieścia czy trzydzieści lat
przyjdzie kolejny dyrektor. Co chciałby pan, żeby powiedział o
okresie, w którym kierował pan Planetarium Śląskim?
Chciałbym, aby mój następca czuł,
że kontynuuje tę samą misję. Żeby pomyślał, że jego
poprzednik starał się zachować tożsamość tego miejsca. Mam
nadzieję, że kolejny dyrektor nie będzie kierował się wyłącznie
słupkami finansowymi czy komercją, ale zachowa społeczną i
edukacyjną rolę Planetarium Śląskiego.

Może Cię zainteresować:
Rakieta, która wystartowała tylko raz. Prima aprilis 1958, Artemis II i śląski sen o kosmosie
Może Cię zainteresować:
