Łukasz Litewka. W tym roku pożegnaliśmy polityka, przy którym na chwilę zamilkły podziały

Rzadko śmierć jednej osoby wywołuje emocje tak wielkie, że mówi o niej cała Polska. Jeszcze rzadziej zdarza się to w przypadku polityka, którego odejście na chwilę połączyło ludzi o skrajnie różnych poglądach. Łukasz Litewka był właśnie takim przypadkiem.

Wiem, że tym tekstem narażę się wielu jego sympatykom. Nie zamierzam jednak udawać, że byłem wielbicielem zmarłego posła. Nie byłem. Co więcej, przez długi czas patrzyłem na jego działalność z dużą nieufnością. Zmieniłem swoje nastawienie, kiedy z czasem zobaczyłem w nim kogoś więcej niż tylko polityka, który znalazł sobie wyjątkowo skuteczny sposób na zdobywanie popularności.

Tłumy na pogrzebie. Szczerze przejętych, choć i cyników nie zabrakło

W środę, 29 kwietnia 2026 roku, przed kościołem pod wezwaniem św. Joachima w sosnowieckim Zagórzu trudno było znaleźć miejsce wolne od żałobników. Tłumy ludzi, kamery telewizyjne na podnośnikach, dziennikarze, fotoreporterzy, policjanci, strażnicy miejscy i inne służby porządkowe. Pogrzeb Łukasza Litewki miał skalę rzadko spotykaną przy takich okazjach.

Byli ciekawscy, byli przedstawiciele politycznych elit, byli ludzie i organizacje, które chciały zaznaczyć swoją obecność. Ale przede wszystkim byli normalsi. Tacy, których śmierć sosnowieckiego posła naprawdę zabolała. Przyszli z różnych stron Polski, z różnych środowisk i z zupełnie różnych światów. Ludzie z dredami, kolorowymi włosami, tatuażami i charakterystycznymi ubraniami, wyglądający tak, jakby przed chwilą zeszli z manifestacji lewicowej. Inni całkowicie odmienni, ubrani wręcz konserwatywnie, niektóre z twarzy kojarzyłem ze zdjęć z marszów narodowców. Tego dnia stali obok siebie, a niektórzy nawet płakali. Przez kilka godzin widziałem ich tysiące a przyjrzałem się setkom. Ich żal na pewno nie był udawany.

W kościele, a potem na cmentarzu widziałem też to, co cała Polska w telewizorach. Przedstawicieli polityki najwyższego szczebla, różnych organizacji i środowisk, także tych, które na co dzień niekoniecznie darzą się sympatią. Widziałem ludzi, którzy nazywali Litewkę swoim przyjacielem, choć trudno było nie pomyśleć, że wśród nich znaleźli się również tacy, którzy zamiast smutku mogli odczuwać ulgę, że zniknął z politycznej sceny tak popularny konkurent. Tacy, dla których ważniejsze od samego pożegnania wydawało się zaznaczenie własnej obecności. Wieńce, szarfy z nazwami, nazwiska i logotypy – byle napis był widoczny.

Ten kontrast uderzył mnie najbardziej. Delegacje, przemowy, patetyczne słowa, w których widziałem tak dużo cynizmu. A z drugiej strony szczerość smutku ludzi, którzy w normalnych okolicznościach prawdopodobnie nigdy nie poszliby z sobą nawet na piwo. Z jednej strony ci, którzy bardziej byli zainteresowani, by być zauważonymi niż człowiekiem, którego żegnano. Z drugiej ci, których śmierć Litewki do głębi poruszyła.

Łukasz Litewka nie był świętym, jak się go zazwyczaj odmalowuje. Nie zamierzam po jego śmierci udawać, że nagle przestałem dostrzegać wszystkie wątpliwości, które miałem względem jego kariery w polityce. Ale nie był też wyłącznie politykiem, który umiejętnie zamienił pomaganie w kapitał wyborczy. Potrafił zrobić coś, czego w polskiej polityce bardzo brakuje: dotrzeć do ludzi, którzy nie mają ze sobą niemal nic wspólnego, i sprawić, że przez chwilę poczuli wspólną stratę.

Sosnowiec-Zagorze-Środula. Cmentarz przy ulicy Zuzanny. Grób Łukasza Litewki. 3 sierpnia 2026
Sosnowiec-Zagorze-Środula. Cmentarz przy ulicy Zuzanny. Grób Łukasza Litewki. 3 sierpnia 2026

Lewicowiec z przypadku

Jako poseł Litewka kilka razy potrafił zachować się w sposób, który nie pasował do oczekiwań jego politycznego środowiska. Nie chodziło wyłącznie o różnice wewnątrz Lewicy. Zdarzało mu się stawać po stronie ludzi, których jego własne zaplecze polityczne wolałoby raczej krytykować albo przemilczeć.

Jednym z takich przypadków była sprawa skandalu pedofilskiego i zoofilskiego w Kłodzku. Litewka zabierał głos w tej sprawie, nie unikając zdecydowanego potępienia sprawców i nagłaśniania bulwersujących okoliczności, kiedy inni, z jego własnej koalicji, marzyli tylko o tym, by o sprawie wreszcie przestano mówić.

Innym przykładem była obrona Marty Nawrockiej przed falą internetowego hejtu. Poseł Lewicy nie przyłączył się do chóru krytyków pierwszej damy po jej głośnym wywiadzie. Przeciwnie, publicznie stanął w jej obronie, opisując ją jako osobę ciepłą, serdeczną i autentyczną. Zapłacił za to krytyką ze strony części własnych obserwatorów. Niektórzy zapowiadali nawet, że przestaną wspierać organizowane przez niego zbiórki na chore dzieci!

To właśnie takie sytuacje zaczęły zmieniać i moje spojrzenie na Litewkę. Pomyślałem, że nawet jeśli jego działalność społeczna była w jakiejś mierze elementem politycznej kalkulacji, to jednak potrafił narazić się własnym sympatykom, kiedy uważał, że trzeba stanąć po stronie przyzwoitości. Nie zawsze wybierając to, co opłacało się jego politycznemu obozowi.

Nie był przy tym politykiem, którego poglądy można łatwo przyporządkować do partyjnej instrukcji. Warto w tym kontekście przypomnieć rozmowę z Żurnalistą, opublikowaną 18 lutego 2025 roku. Litewka opowiadał wtedy, jak znalazł się na liście SLD. Z rozmowy wynikało, że jego wejście do polityki nie było efektem wieloletniego zaangażowania w działalność partyjną. Prowadzący dopytywał, jak doszło do tego, że polityk wystartował właśnie z listy SLD, sugerując nawet, że mógł to być przypadek albo wynik rzutu kostką. Poseł odpowiedział:

„Działacz lewicowy w Sosnowcu mnie znał; spotkaliśmy się (…), poprosił mnie o start. Jeśli chcesz zapytać czy moje poglądy są lew… (…) trafiłem na listę całkiem przypadkiem naprawdę to był ogromny przypadek; ja naprawdę nie miałem nic związanego…”

To wypowiedź daleka od politycznej precyzji, ale dość wymowna. Litewka nie ukrywał, że jego związek z Lewicą nie był rezultatem jakiejś szczególnej ideowej zgodności, a raczej faktu, że zaistniała możliwość działania właśnie w ramach tego środowiska. Być może właśnie dlatego nie zawsze zachowywał się tak, jak oczekiwaliby od niego partyjni koledzy. I może również dlatego płakali po nim również zwolennicy prawicy.

Krótkie życie, krótki biogram. Za krótkie

Łukasz Karol Litewka urodził się 9 maja 1989 roku w Sosnowcu. Ukończył socjologię na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Pracował w Mysłowicach, w spółce samorządowej.

Mandat radnego Rady Miasta Sosnowiec zdobył pierwszy raz w 2014 roku z list koalicji SLD Lewica Razem. Szybko dał się poznać jako charyzmatyczny lider, organizując coraz więcej akcji społecznych, głównie na rzecz chorych dzieci, osób starszych i innych potrzebujących ludzi oraz porzuconych zwierząt. W 2018 roku został ponownie wybrany do Rady.

Rosnąca popularność sprawiła, że w wyborach do Sejmu RP w 2023 roku został wybrany posłem z rekordowym poparciem na swojej liście. W okręgu nr 32, zwanym zagłębiowskim, startując z ostatniego miejsca, uzyskał blisko dwukrotnie więcej głosów niż startujący z miejsca pierwszego lider Nowej Lewicy Włodzimierz Czarzasty – obecny Marszałek Sejmu RP. Wynik Litewki był prawdziwą sensacją w kraju.

Już jako poseł zainicjował Zwierzogranie, czyli akcję wzorowaną na Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, wspierającą schroniska i organizacje zajmujące się zwierzętami.

Zginął 23 kwietnia 2026 roku w wypadku drogowym w Dąbrowie Górniczej-Strzemieszycach Wielkich. Miał 36 lat. Śledztwo w sprawie okoliczności tej tragedii wciąż trwa.

Szerzej sylwetkę Łukasza Litewki przedstawialiśmy po wyborach 2023 roku.

Sosnowiec-Zagórze. Kościół świętego Joachima

Może Cię zainteresować:

Imponujący kościół św. Joachima w Zagórzu widziała ostatnio cała Polska podczas pogrzebu Łukasza Litewki. To najstarsza parafia w Sosnowcu

Autor: Robert Lechowski

03/05/2026

Alojzy Lysko

Może Cię zainteresować:

Nie pisał o duchach. On był ich głosem. Co zostawił nam Alojzy Lysko?

Autor: Tomasz Borówka

01/11/2026

Piotr Fuglewicz

Może Cię zainteresować:

Piotr Fuglewicz. Człowiek, który czytał Śląsk jak palimpsest

Autor: Tomasz Borówka

01/11/2026

Lech Szaraniec

Może Cię zainteresować:

Lech Szaraniec: więcej niż muzealnik i historyk. Był strażnikiem śląskiej pamięci

Autor: Tomasz Borówka

01/11/2026

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama