Śląskie hymny...
Posiadanie przez miasto własnego hymnu lub też pieśni, która może taką rolę odgrywać z pewnością daną gminę nobilituje. To samo dotyczy województwa. Przypomnijmy, że w 1922 roku powstał Hymn Województwo Śląskiego. Utwór skomponowany został na przyjęcie wojsk polskich na Górnym Śląsku. Rozpoczyna się od słów „Spełniony marzeń wielki cud”. Autorem tekstu jest Kazimierz Ligoń, a muzyki – Feliks Nowowiejski.
Jest też nowa wersja hymnu zaprezentowana 14 lipca 2018 roku w Katowicach podczas 12. Marszu Autonomii Śląska. Autorem muzyki jest prof. Jacek Glenc z Akademii Muzycznej w Katowicach, a słowa napisał Michał Wengrzyk. Ten utwór charakteryzuje się unikalną strukturą tekstową, stworzoną z myślą o tradycjach wielokulturowości regionu. Tekst hymnu składa się z czterech zwrotek, z których każda została napisana i odśpiewana w innym języku. Warstwa językowa utworu była konsultowana m.in. z Rafałem Adamusem ze Stowarzyszenia „Pro Loquela Silesiana”.
Przypomnijmy te wersje. Jedna po śląsku: „Zielono ziymia to je nasz skarb./ Nad czornym złotym tu je nasz świat./ Choć trudno historjo dzielyła nos,/ To przani Ślonskowi je w kożdym z nos./ Z kożdej granicy stron kożdy je brat./ Ślonsko kultura sztyjc łonczy nos./ Takich Ślónzoków niech zno dziś świat”.
Wersja polska: „Zielona ziemia to jest nasz skarb./ Nad czarnym złotem tu jest nasz świat./ Choć trudna historia dzieliła nas,/ To miłość do Śląska jest w każdym z nas./ Po każdej z granic stron każdy jest brat./ Śląska kultura wciąż łączy nas./ Takich Ślązaków niech zna dziś świat”.
Wersja czeska: „Zelena zemne je poklad nas./ Nad ćernym zlatem kvete nas kraj./ Pres tezké casy co delily nas,/ Laska ke Slezsku je v kazdem z nas./ Na kazde ze stran bratr je nas./ Slezska kultura vzdy spoji nas./Takovi Slezzané ziji u nas”. Wersja niemiecka: „Die grüne Erde uns teurer als Geld,/ Drunter die Kohle, hier ist unsre Welt./ Hat auch das Schicksal uns Leiden beschert,/ Mehr ist die Liebe zu Schiesien uns wert./ Jeder ist Bruder, von hier oder dort,/ Unsre Kultur eint uns jetzt, immer fort:/ So kennt man Schlesier an jedem Ort”.
... i miejskie hejnały
Także miasta lubią się szczycić swoimi nie tyle hymnami, co hejnałami. Wspomnę tu chorzowski hejnał, który zabrzmiał po raz pierwszy podczas I Biesiady Rocznicowej w hali Miejskiego Ośrodka Rekreacji i Sportu. Ten hejnał nie posiada oficjalnych słów. Jest to utwór instrumentalny, grany na trąbce, a rozbrzmiewa codziennie o godzinie 12:00 z wieży chorzowskiego ratusza. Kompozycja ta miała swoją premierę w 1998 roku, a jej autorem jest śląski kompozytor i puzonista Tomasz Wolny.
Także Świętochłowice od 2013 roku mają oficjalny hejnał. Kompozytorem tego utworu jest Adam Wesołowski. Twierdzi się, że melodia nawiązuje do historycznego Oratorium Św. Jana Chrzciciela z 1924 roku. Utwór również nie posiada tekstu.
Pieśni pijackie...
Z kolei Świętochłowice mogą poszczycić się także tym, że już w 1911 roku ich ówczesna nazwa pojawiła się w pieśni znanej jako Oberschlesische Nationalhymne (znana także pod nazwą Oberschlesische Hymne lub w luźniejszym ujęciu jako wersja regionalnej pieśni Schlesierlied lub Mein Schlesierland). Utwór ten (tyle humorystyczny, co złośliwy) uwieczniano na różnych kartach pocztowych. Ta poniekąd apoteoza pijaństwa w oryginalnej wersji początek miała taki: „Schwien- Schwien- Schwientochlowitz,/ Königshütte, Kattowitz,/ Ruda, Zabrze, Morgenrot/ Da soff sich schon mancher tot./ Mies- Mies- Mies- Myslowitz,/ Laurahütte, Schoppinitz,/ Groß-Piekar, Michalkowitz, Dort trank mancher sich 'nen Spitz./ In Beuthen, Naclo, Borsigwerk,/ Domb, Lipine, Redenberg, Friedenshütte, Bobrek, Karb,/ Niemand nüchtern bleiben darf./ Wer in Ruda sich noch hält,/ Wird in Zabrze bald gefällt,/ Bismarckhütte ist 'ne Pfütz,/ Schlimmer noch als Sosnowitz.” W tłumaczeniu (pomijając współczesne nazwy miejscowości): „Schwien-Schwie-Schwentochlowitz, Königshütte, Katowice, Ruda, Zabrze, Morgenrot Tam niejeden zapił się już na śmierć. Mies- Mies- Mies- Myslowitz, Laurahütte, Schoppinitz, Groß-Piekar, Michalkowitz, Wielu ludzi upiło się tam do utraty świadomości. W Beuthen, Naclo, Borsigwerk, Domb, Lipin, Redenberg, Friedenshütte, Bobrek, Karb, Nikomu nie wolno pozostać trzeźwym. Kto w Rudzie zdoła jeszcze zachować trzeźwość, Wkrótce zostanie podcięty w Zabrzu, a Bismarckhütte to kałuża, Jeszcze gorsza niż Sosnowitz”.
... i biesiadne
Jednak Świętochłowiczanie mają także inną pieśń, bardziej biesiadną, lecz podkreślającą dumę z małej ojczyzny. Długo szukałem tego zapomnianego utworu. W końcu znalazłem, dzięki mieszkającej na Cyprze Urszuli Tekeli-Savvopoulou (https://www.slazag.pl/ze-slask...). Urszula wspomina: „W naszej rodzinie śpiewało się tak: „O Świętochłowice miasto przemysłowe,/ cztery ma dzielnice/ dziewczęta morowe./ Każda oczkiem błyska/ z daleka czy z bliska, każda kocha,/ kościuszkowca, kościuszkowca chce. / Był to rodzaj potpourri, czyli mieszanki różnych pieśni, bo refrenami, przerywnikami były utwory biesiadne typu: „Jestem młoda wdowa, za mąż wyjść gotowa za młodego chłopca, który kochać umie,/ A serduszko moje nie da mi spokoju./ Ja się muszę wydać,/ dzisiaj zaręczyny, jutro ślub.” Śpiewało się to podczas rodzinnych biesiad (odpusty, jubileusze itp.) m.in. w rodzinach Mikołajewskich, Tekeli, Korzonek, Rybczyńskich, Mików i Wańczurów. Na pewno też i w innych. Ta wersja piosenki pochodzi od Gizeli Kolarczyk – informuje Urszula Tekeli. Pani Gizela śpiewała, a słowa zapisywała Danuta Mikołajewska-Mika, czyli ten tekst został odtworzony spontanicznie.
Pamiętam, że piosenka została trochę zmieniona po tym, jak
Świętochłowice zostały powiatem. Wtedy śpiewano: „O
Świętochłowice, miasto powiatowe, cztery ma dzielnice, dziewczęta
morowe. Świętochłowiczanki piękne jak poranki, całego powiatu
wielką chlubą są”. Po wojnie śpiewało się ją też na
dansingach i podczas rodzinnych spotkań. Te były u mojej babci
Klary, potem tradycję kontynuowali moi rodzice. Ostatni raz takie
spotkanie, ale już rodzinno-przyjacielskie, odbyło się w 2014
roku, na rok przed śmiercią mojej mamy. Na takich imprezach zawsze
był akordeonista, a uczestnicy mieli przygotowane
słowa i nuty. Przez
kilka lat organizowaliśmy te spotkania w świętochłowickiej „Willi
styl” przy ulicy Dworcowej. Ja urządziłam dwa, w latach 2016 i
2022. Jeśli chodzi o piosenki, to były
w formie wiązanki. Był tzw. spontan – raz śpiewano patriotyczne,
powstańcze, raz było na ludowo, a po chwili frywolnie. Czasami było
„Przepijemy naszej babci domek cały”, „Ana Ana...”, „Jestem
młoda wdowa”. Dominowała polszczyzna, ale były też śpiewki
gwarowe. Pamiętam np. „Jak mom piniądze to jada sztrasenbanom, a
jak ich niy mom, to ida piechty za nią, jak mom piniądze to jada do
Wieliczki, a jak ich niy mom, to palcem do solniczki. Jak mom
piniądze to ida do kafyju, a jak ich niy mom to siedza przi byfyju.”
Tworzono też nowe teksty”. Urszula Tekeli z nostalgią wspomina te
czasy, bo to przecież obraz dawnych Świętochłowic, których już
nie ma, ale pamięć o nich została.
Może Cię zainteresować:
Marian Piegza: Gdzie na Śląsku i w województwie śląskim szukać rozgwieżdżonego nieba?
Może Cię zainteresować:
Marian Piegza: Pobierowo: tajemniczy dom nad klifem i cienie historii
Może Cię zainteresować: