Piotr Fuglewicz. Fuga na żelbet i dwa życiorysy. Bachowie w cieniu śląskich kominów

W górnośląskim krajobrazie, zdominowanym przez wieże wyciągowe i kominy hut, historia często ukrywa się w nieoczywistych miejscach. Pod warstwą przemysłowego pyłu drzemią genealogie, które w każdym innym zakątku świata byłyby powodem do dumy. Tak jest z dawną Hutą Laura (Laurahütte) – przemysłową dzielnicą dzisiejszych Siemianowic Śląskich. To tutaj splotły się losy pruskiej biurokracji, inżynierskiego pragmatyzmu i dziedzictwa Johanna Sebastiana Bacha.

Wikipedia/Fotopolska.Eu (collage)
Jochann Sebastian Bach i Siemianowice


Choć męska linia rodu lipskiego kantora wygasła w połowie XIX wieku, „krew geniusza” przetrwała w liniach bocznych. Kluczem do śląskiego rozdziału tej sagi jest syn kompozytora – Johann Christoph Friedrich Bach, znany jako Bach Bückeburski. Jego córka, Anna Philippine Friederike, poślubiając oficera Wilhelma von Colsona, wprowadziła muzyczne DNA w żyły pruskiej arystokracji urzędniczej. Ich syn, Johann Christoph Friedrich von Colson (używający zwyczajowo imienia Friedrich), urodzony w 1778 roku w Bückeburgu, stał się żywym pomostem między dworem a śląską ziemią.

Ten domowy nauczyciel wyruszył z dalekiej Dolnej Saksonii do Kołobrzegu, by przez Wielkopolskę – gdzie poślubił małoletnią córkę młynarza, Józefę Schiwig – trafić ostatecznie do Bischdorfu (dzisiejsze Biskupice) koło Olesna. Friedrich wraz z żoną, która przez lata dzierżawiła dobra folwarku parafialnego, osiedli na Śląsku, dając początek nowej gałęzi rodu. To tam 2 lutego 1817 roku przyszedł na świat ich syn, Theophil von Colson – postać kluczowa i zarazem najbardziej zagadkowa w rodzinnej układance. Choć jego akt zgonu z 1906 roku i metryka ślubu z Albiną Lippok wskazują na miejscowość Zawisną jako miejsce urodzenia, odnalezienie samego aktu chrztu Theophila pozostaje do dziś „Świętym Graalem” dla badaczy tej historii.

W tym miejscu opowieść traci dworski blichtr na rzecz rzemieślniczego etosu. Kolejne pokolenia, od Augusta z Ciasnej, który posiadał tam kuźnię i fabryczkę gwoździ, po pradziadka Jana Wilhelma i ojca Rudolfa, stopniowo przesuwały się w stronę rodzącego się przemysłu ciężkiego, by ostatecznie osiąść na terenie dzisiejszych Siemianowic. Potomkowie rodu wtopili się w tkankę Laurahütte. Helena Leocadia von Colson, babka późniejszego bohatera, stała się ogniwem łączącym wielką historię z codziennością osady robotniczej. Jeszcze bardziej wymowny jest los jej córki, Luise Huntemann, która na początku XX wieku prowadziła w Hucie Laura sklep z towarami kolonialnymi. Praprawnuczka Bacha ważąca cukier i kawę dla żon hutników – ten kontrast był tam codziennością.

W takiej atmosferze, 22 grudnia 1925 roku, urodził się Johann (Hans) von Colson. Świadomość niezwykłych korzeni, poparta wiedzą o antenacie Maternusie Colsonie z Rattstadt i rodzinnym herbie, nie pchnęła go jednak ku konserwatorium. Wybrał politechnikę, choć jego edukację przerwała wojna. Rok 1945 i przymusowe wysiedlenie stały się bolesną cezurą; dyplom inżyniera zdobył już w nowej rzeczywistości.

Na zachodzie Niemiec von Colson stał się jednym z budowniczych nowoczesnego Zagłębia Ruhry – regionu bliźniaczo podobnego do tego, który opuścił. Jego dorobek jest imponujący: od zakładów przemysłowych, przez realizację metra w Dortmundzie, aż po nadzór nad budową kampusu Ruhr-Universität w Bochum. Jest w tym ironia losu: potomek mistrza barokowej polifonii zamiast katedr dźwięku wznosił katedry nauki z betonu i szkła.

Siemianowicki bruk zrodził jednak swoisty kontrapunkt dla inżyniera von Colsona. W tym samym mieście, w rodzinie robotnika huty „Królewska”, urodził się Maximilian Jarczyk, znany światu jako Michael Jary. Urodzony w 1906 roku w Laurahütte artysta stał się autorem muzyki do ponad stu filmów i królem europejskiego szlagieru. Podczas gdy von Colson reprezentował inżynierską powagę, Jary zawładnął wyobraźnią mas, nucących jego przeboje od salonów III Rzeszy po powojenne festiwale.

Zestawienie inżyniera budującego uniwersytety i kompozytora przebojów ukazuje ogromny potencjał kulturowy miejsca kojarzonego stereotypowo wyłącznie z węglem. Historię rodu von Colson ocaliły od zapomnienia żmudne badania genealogiczne, dokumentujące losy kilkunastu pokoleń. Johann von Colson zmarł w 2009 roku w Schwerte. Pozostał po nim beton uniwersytetów i cicha opowieść o tym, jak geny lipskiego kantora przetrwały w cieniu hałd, by ostatecznie wmurować się w fundamenty zachodnioniemieckiego cudu gospodarczego. To dowód, że pod warstwą przemysłowej sadzy kryją się czasem najszlachetniejsze europejskie partytury.

Wolfgang Yourgrau

Może Cię zainteresować:

Z Katowic przez Berlin, Palestynę i Denver. Wolfgang Yourgrau. Śląski uczony, który szukał sensu w chaosie

Autor: Piotr Fuglewicz

23/01/2026

Józef Piernikarczyk (siedzi, w okularach) w tarnogórskiej kopalni.

Może Cię zainteresować:

Piotr Fuglewicz: Śląsk na godce nie ustoi. Czas na historię inżynierów

Autor: Piotr Fuglewicz

17/01/2026

Natasza Zylska

Może Cię zainteresować:

Natasza Zylska. Zapomniana gwiazda odwilży, której życie było dramatem XX wieku

Autor: Piotr Fuglewicz

09/01/2026

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama