Edward Gierek został wybrany I Sekretarzem Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej 20 grudnia 1970 roku. Stanowisko, które faktycznie oznaczało rządzenie krajem, zwolnił Władysław Gomułka po krwawych wydarzeniach grudnia 1970 roku. Wówczas władza brutalnie stłumiła protesty ludności przeciwko podwyżkom cen, jakie wybuchły na Wybrzeżu. Gomułka nie miał wyjścia – taka była wola przywódców Związku Radzieckiego, takie też były nastroje wewnątrz PZPR. Towarzysze postawili na pochodzącego z Zagłębia Dąbrowskiego, ale uważającego się za Ślązaka – I Sekretarza Komitetu Wojewódzkiego partii w Katowicach – Edwarda Gierka.
Protesty nie ustały mimo masakry
Mimo zmian na szczycie władzy, na początku stycznia 1971 roku sytuacja była wciąż niespokojna. W wielu miastach Wybrzeża wciąż wybuchały strajki przeciw podwyżkom, a gniew ludzi wzmocniło brutalne i krwawe stłumienie protestów w grudniu, kiedy zginęły przynajmniej 44 osoby, a co najmniej kilkaset zostało rannych. Władze szukały sposobu, by opanować sytuację. Tak zrodził się pomysł na delegację najwyższych władz do strajkujących załóg. Z nowym, bo zaledwie piastującym funkcję od miesiąca, I Sekretarzem KC PZPR na czele. Gierek miał nadzieję uspokoić nastroje, deklarując nowy styl sprawowania władzy.
24 stycznia 1971 roku odbyło się spotkanie w Szczecinie. Celem było skłonienie strajkującej załogi Stoczni im. Adolfa Warskiego. Negocjacje przebiegały burzliwie, lecz nowy przywódca obiecał ustępstwa i nowe otwarcie w dialogu władzy ze społeczeństwem. Misja się powiodła, gdyż protestujący wrócili do pracy.
„Po tamtej nocy, choć wyczerpany i skrajnie znużony, postanowiłem rano natychmiast lecieć do Gdańska.” — wspominał później Edward Gierek.
I choć niezupełnie tak prosto to wyglądało, faktycznie, 25 stycznia 1971 roku, delegacja najwyższych władz partyjnych spotkała się z ludźmi w Gdańsku.

„Pomożemy!”… nie padło!
Gierek przedstawiał wydarzenia jako spontaniczną inicjatywę, a tymczasem wszystko było mocno inscenizowane. Jak pokazały późniejsze badania historyków, choć na spotkaniu byli obecni prawdziwi protestujący i przedstawiciele strony społecznej, w tłumie roiło się od osób podstawionych zarówno przez organizacje partyjne, jak i służby PRL. Co szósta osoba była ich tajnym współpracownikiem!
„Możecie być towarzysze przekonani, że my, tak samo jak i wy jesteśmy ulepieni z tej samej gliny i nie mamy innego celu jak ten, który żeśmy zdeklarowali i to jest podstawowy program naszego działania. Jeśli nam pomożecie, to sądzę, że ten cel uda nam się wspólnie osiągnąć. Jak, pomożecie? No!”
Ludzie podstawieni mieli wykreować wrażenie, że robotnicy entuzjastycznie przyjęli nowego przywódcę państwa oraz jego propozycje nowego otwarcia w stosunkach obywateli z władzą. Tak się jednak nie stało. To „No!” na końcu pytania brzmiało jak zaplanowana reakcja na aplauz, który miał nastąpić. Jednak aplauzu nie było. Sala odpowiedziała nieśmiałym potakiwaniem i kiwaniem nielicznych głów. Zamiast tego stale padały pytania o ofiary pacyfikacji strajków – i to pomimo prób zmiany tematu zarówno przez władze, jak i podstawionych ludzi po stronie społecznej.
Wszystko to jednak nie przeszkodziło władzy sformułować propagandowego przekazu, że było zgoła przeciwnie. W Polskę poszedł fałszywy komunikat, że sala odpowiedziała gromko pierwszemu z towarzyszy „Pomożemy!”. Przekaz był na tyle mocny, iż do dziś wiele osób jest przekonanych, że tak właśnie było.

Ustępstwa i nowa jakość?
Protestującym obiecano kilka rzeczy, w tym:
- dialog zamiast siłowego tłumienia protestów,
- poprawę zaopatrzenia w najważniejsze towary,
- poprawę warunków życia,
- lepsze płace,
- poprawę norm pracy w przemyśle (zwłaszcza na Wybrzeżu).
Faktycznie wycofano się z podwyżek z grudnia w lutym, podwyższono płace w stoczniach i części innych zakładów przemysłowych, złagodzono represje wobec uczestników strajków (część spraw umorzono).
Aby zrealizować postulat poprawy jakości życia, uruchomiono politykę zaciągania kredytów zagranicznych. Teoretycznie głównie na inwestycje, w praktyce dużą część przeznaczono na podniesienie konsumpcji. Wiele inwestycji też nie było trafionych, a centralnie sterowana gospodarka nie reagowała na zmieniające się warunki rynkowe.
Długofalowe skutki przyniosły kryzys już w połowie lat 70. – z ponownymi strajkami i ich brutalnym zdławieniem, co powtórzyło się jeszcze mocniej na przełomie lat 70. i 80., prowadząc do stanu wojennego.
W wyniku polityki ekipy Edwarda Gierka Polska straciła zdolność regulowania zobowiązań i przestała spłacać zadłużenie. To doprowadziło do największego kryzysu gospodarczego w powojennej historii Polski aż do dziś. Zaś kredyty zaciągnięte w ciągu dekady gierkowskiej dusiły polską gospodarkę aż do jesieni 2012 roku, kiedy to spłaciliśmy je… kolejnymi długami. Ale to już temat na kolejny artykuł.
Więcej na temat styczniowych spotkań Edwarda Gierka z ludnością Wybrzeża:
- artykuł Piotra Brzezińskiego w portalu PrzystanekHistoria.pl
- artykuł Michała Siedziaki w portalu Dzieje.pl
- artykuł Michała Szukały w portalu Dzieje.pl
O Edwardzie Gierku przeczytacie też w naszych publikacjach (łącza pod tekstem).
Może Cię zainteresować:

