Teren po kopalni Wujek wchodzi dziś w fazę przemian, które jeszcze dekadę temu wydawały się odległe. Przez lata powtarzano, że Wujek – ze względu na swoją historię – będzie ostatnią zamykaną kopalnią na Śląsku.
– Ten moment przyszedł szybciej, niż się wydawało – mówi Robert Ciupa, podkreślając, że zakład od dawna funkcjonował już bardziej jako symbol niż jako fedrująca kopalnia.
W rozmowie dyrektor Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności opowiada o tym, co po Wujku pozostanie – zarówno materialnie, jak i symbolicznie.
– Przede wszystkim zostanie pamięć. Ale zostaną też budynki, pomnik i łaźnia łańcuszkowa, która już należy do nas.
Ciupa przypomina, że instytucja przez lata działała w przestrzeni czynnej kopalni, wśród górników, dla których liczyła się przede wszystkim produkcja.
– To było zderzenie wody i ognia, ale z czasem okazało się, że zależy nam na tym samym: na zachowaniu dziedzictwa – dodaje.
Wujek to jednak nie tylko historia stanu wojennego. Ciupa zwraca uwagę na lata 90., kiedy kopalnia – wbrew stereotypom – była jedną z najlepiej zarządzanych w regionie.
– Pilnowano każdej śrubki. Górnicy, którzy na początku dekady zarabiali najmniej, pod koniec zarabiali najwięcej. To też jest część tej opowieści.
W jego ocenie Wujek stał się „pasmem transmisyjnym śląskości” – miejscem, które łączyło ludzi przyjezdnych i miejscowych, Hanysów i Goroli, zwłaszcza w grudniu 1981 roku.
W wywiadzie pojawia się także wątek wielkiej przebudowy terenu pokopalnianego. Ciupa nie ukrywa, że zależy mu na zachowaniu autentycznej tkanki industrialnej.
– Nie chcę szkła i stali. Chcę zobaczyć te budynki takimi, jakie były. Chcę poczuć klimat kopalni.
Jednocześnie podkreśla, że nowe funkcje i nowi mieszkańcy są naturalnym etapem rozwoju miasta – pod warunkiem zachowania proporcji i szacunku dla dziedzictwa.
Dyrektor opowiada również o bieżących zadaniach instytucji: roku pamięci ofiar pacyfikacji, edukacji młodych pokoleń oraz inwestycjach – od łaźni łańcuszkowej po kuźnię i poziom 370, który w przyszłości może zostać udostępniony zwiedzającym.
– To
wielkie szczęście, że możemy obserwować te przemiany na żywo. I
wielka odpowiedzialność, bo to od nas zależy, ile z tej historii
przetrwa – podkreśla Robert Ciupa.


