Oba zbiorniki na pograniczu zagłębiowskich Dobieszowic i Rogoźnika w gminie Bobrowniki powstały w wyniku zalania wyrobisk piasku. Ich lustra wody znajdują się na różnej wysokości. Wyżej położony jest większy, górny zalew, zwany Rogoźnikiem II, zaś niżej – zalew dolny, zwany Rogoźnikiem I. Zasila je wpadający do „Dwójki” potok Jaworznik, zaś poprzez tamę zwaną górną, woda wpada do „Jedynki”. Jest też tama zwana dolną, poniżej której jest coś na kształt pierścienia wodnego, pośród którego znajduje tak zwana Wyspa Ciszy, mająca wkrótce przejść proces rewitalizacji, o czym niedawno pisaliśmy. Z tego też zalewu wypływa dalej Jaworznik w kierunku Bobrownik.
Od ośrodka „Huty Katowice” przez stopniowy upadek do odrodzenia się?
Zalewy były bazą dla utworzenia ośrodka wypoczynkowego "Huty Katowice" w Dąbrowie Górniczej dla jej pracowników i ich rodzin. Składał się z licznych domków letniskowych ulokowanych w parku przylegającym do dolnego zalewu, wraz z placem zabaw, amfiteatrem i lokalami gastronomiczno-rozrywkowymi. Ośrodek dysponował też plażą nad dolnym zalewem oraz sprzętem pływającym, magazynami i typową infrastrukturą, jak sanitariaty czy przebieralnie. Kombinat metalurgiczny utrzymywał ośrodek do końca istnienia PRL i jeszcze jakiś czas, po czym teren przeszedł we władanie Skarbu Państwa. W 2011 roku ośrodek przejął samorząd lokalny czyli gmina Bobrowniki.
Przez lata ośrodek podupadał. Brak inwestycji w infrastrukturę nad wodą, często zmieniający się najemcy czy też dzierżawcy części dawnego ośrodka, starzejące się urządzenia w parku, zabudowania (amfiteatr, domki letniskowe, place zabaw, lokale) oraz dewastacje przez wandali zrobiły swoje. Od niedawna ośrodek nad zalewem Rogoźnik I ma nowego dzierżawcę, przez co wszystko wydaje się tam bardziej zorganizowane. Rogoźnik II ma wyraźnie inny charakter, gdzie turystyczno-wypoczynkowy biznes opiera się o mniejsze podmioty, co także ma swoje uroki, choć także mankamenty.
Rogoźnik II czyli piękno (i nie tylko) w chaosie
Górny zbiornik jest większy, ale zdecydowanie mniej zagospodarowany od dolnego. Niewielka plaża, jaką nad nim znajdziemy w pobliżu tamy, pozwala niemal na wszystko. Tak więc odpoczywają tam rodziny z dzieciakami, grupy przyjaciół, wielbiciele grillowania nad wodą – tu wolno więcej. Samochody parkują na drodze przy plaży, a także… wszędzie indziej.
Przy tej samej drodze jest kilka budek, w tym dwie wyraźnie nieczynne od kilku lat oraz jedna z daniami barowymi oraz lodami. Działa też wypożyczalnia sprzętu „Delfinek”, w której można pożyczyć zadziwiająco wiele rzeczy, jak deska sup, kajak, łódka, pływająca wyspa, rowerek wodny ale i e-rower (do jeżdżenia po okolicy), parasol, leżak, stół, krzesło a nawet… gokart.
Park czyli jedną nogą w PRL, drugą w III RP
Zjeść można także tuż przy wejściu do parku. Tu znajduje się wiekowy budynek baru ze wszystkim a także artykułami mogącymi przydać się nad wodą. Dalej, przy alejce są trzy mobilne punkty gastronomiczne, w tym serwujące dania szybkiej obsługi, lody, czy bombelkową herbatę.
Także w tej okolicy zlokalizowany jest nowoczesny plac zabaw, wokół którego jednak jest też kilka urządzeń, które pamiętają jeszcze lata 80. a może i 70. ubiegłego stulecia.
W parku rozlokowanych jest kilkadziesiąt domków letniskowych dawnego ośrodka kombinatu, przy czym widać wyraźnie, które z nich mają gospodarza a które jeszcze nie. Na skraju zlokalizowany jest zmodernizowany przez gminę Bobrowniki amfiteatr, w którym imprezy odbywają się jednak rzadko.
Rogoźnik I czyli… Bora-Bora?
Nazwa wyspy jak z bajki ma zapewne być chwytliwa, choć żadnej egzotyki w ośrodku nie znajdziemy. Wszystko jest raczej swojskie i bardziej przypomina nieskrępowany kapitalizm początku lat 90. niż kurorty z błękitną wodą i palmami. Przy czym to nie jest wcale zarzut. Ośrodek wygląda lepiej niż jeszcze całkiem niedawno. Przede wszystkim nowy dzierżawca zdaje się radzić z ogarnianiem całości. Tak więc kąpiel nadzorują ratownicy, na plaży nie można grillować, a problem osób mających problem z nadużywaniem trunków rozwiązano tak, że po prostu zabronione jest wnoszenie swojego alkoholu. Ten można kupić na miejscu, ale nie jest to już tak tanie, co z pewnością sprzyja zachowaniu umiaru.
Na terenie ośrodka są dwa miejsca, w których można zjeść. Budka serwująca typowe dania szybkiej obsługi oraz zamknięty budynek z bufetem. Tam wybór jest nieco większy, a do tego sala, w której odbywają się w sezonie występy. Wejście na takie imprezy jest płatne, a o programie informuje na bieżąco strona ośrodka na w portalu Facebook.
Także parkowanie jest tu bardziej uporządkowane, a parking całkiem pojemny. Między zalewem i plażą a parkingiem znajdziemy spory trawnik, na którym też można się rozłożyć do opalania i odpoczynku, z dala od zgiełku. Są też boiska do siatkówki plażowej i kort.
Także i tutaj jest wypożyczalnia sprzętu, choć pożyczyć można jedynie rowerek wodny.
Blisko, w umiarkowanej cenie. Czy warto?
Woda w obu zalewach nie powala przejrzystością, lecz dopuszczona jest w niej kąpiel bez ograniczeń. Odpoczywających jest sporo, ale nawet w słoneczny dzień, jakim była ostatnia niedziela lipca tego roku, dało się znaleźć miejsce nad obydwoma zbiornikami. Jest też bardzo dużo miejsc, w których można coś zjeść i się napić. Nie jest tanio ale też nie są to ceny zaporowe (przykłady w galerii). I jest też sporo przestrzeni na spacer czy zabawę z dziećmi. Dla tych, którzy nie szukają premium resort i dobrze się czują w klimacie przełomu lat 80. i 90. – to całkiem fajne miejsce.




