Światowa premiera filmu „The Wall” („Mur”) miała miejsce 16 lutego 1982 roku. W Polsce nigdy nie trafił ani do kin ani na antenę telewizyjną. Może dlatego, że akurat niedawno ogłoszono stan wojenny? Trudno to dziś jednoznacznie stwierdzić, gdyż bardzo mało zachowało się świadectw z tamtego okresu. Obraz jednak nie został najlepiej przyjęty, pomimo rozmachu realizacyjnego, znanych aktorów, scenarzysty, ekipy produkcyjnej i potężnego koncernu medialnego stojącego za produkcją oraz gorącej tematyki, o której traktował. Film do dziś jest bardzo trudny do znalezienia, podobnie jak informacje o nim. Nawet angielskojęzyczna Wikipedia, gdzie jest prawie wszystko, nie ma hasła jemu poświęconego. Nie jest też wspominany w hasłach związanych z większością jego twórców i występujących w nim aktorów. Specjalistyczne portale filmowe ledwie w kilku słowach o nim wspominają. Czy dlatego, że jest w nim pełno wpadek i niedociągnięć czy jest po prostu słaby? Bez zobaczenia go – trudno rozstrzygnąć. Dla nas jest jednak interesujący, gdyż plenerowe sceny kręcone były głównie w Sosnowcu, którego już nigdzie nie zobaczymy. Oraz trochę w Katowicach.

Duży rozmach, marny efekt. Czuć oszczędność
Film powstał w czasach, kiedy
tematyka losu Żydów w Europie okupowanej przez nazistowskie Niemcy
nie zaistniała jeszcze tak mocno na ekranie, jak stało się to lata później. Jedna z czołowych amerykańskich stacji telewizyjnych – »CBS«
– zamówiła film, który zrealizowała jedna z większych
korporacji medialnych – »Time Life«. Do realizacji zatrudniono
ekipę, w której znalazło się wiele nazwisk wskazujących na
związki ze środkowoeuropejską diasporą żydowską. Scenariusz
napisał Millard Lampell (znany z „Pogody dla bogaczy”),
reżyserem został Robert Markowitz, producentem był Harry R.
Sherman zaś producentem wykonawczym – Bernard Sofronski. W filmie
zagrali między innymi znani aktorzy: Rosanna Arquette, Eli Wallach,
Lisa Eichhorn, Tom Conti, James Cromwell, Roberts Blossom i inni.
Ze strony polskiej ekipa była
większa i co najmniej tak samo ważna. Jerzy Antczak został drugim
reżyserem, zaś Wilhelm Hollender był kierownikiem produkcji. To na
ich barkach spoczywała odpowiedzialność za to, by wszystko w ogóle
było możliwe.
W filmie wystąpili też polscy
aktorzy, między innymi Elżbieta Zającówna czy Krzysztof
Pieczyński. Oczywiście najliczniejszą grupę stanowili statyści,
których liczba szła w tysiące.
Z pozoru – brzmi jak przepis na sukces, choć film okazał się klapą tak dużą, że mało kto o nim pamięta i niewielu twórców się do niego przyznaje.

Jak Sosnowiec i Katowice Warszawę w czasie okupacji udawały
Powszechnie mówi się, że ekipę do Sosnowca ściągnął ówczesny szef rządowych radia i telewizji (innych nie było), twórca tak zwanej propagandy sukcesu, pochodzący z Sosnowca Maciej Szczepański. Co prawda gospodarka była na krawędzi bankructwa (które niedługo później nastąpiło), ale trwały jeszcze w Polsce wielkie budowy, trochę z rozpędu. Ich elementem było burzenie historycznej zabudowy, co w Zagłębiu Dąbrowskim pozostawiło szczególnie dotkliwe piętno (Będzin, Sosnowiec, Dąbrowa Górnicza, Siewierz i inne miasta straciły bardzo cenne historycznie obiekty i zniszczono układy urbanistyczne miast). Wówczas także stare zabudowania Środuli przeznaczono do wyburzenia, wobec czego zaproponowano filmowcom, że mogą kręcić tam sceny walk, pożarów i wszelkich działań wojennych zupełnie bezkarnie. Zabudowa przypominała tę warszawską nie tylko przez wspólną historię obu miast. Także dlatego, że w tej części Środuli urządzono w czasie wojny prawdziwe żydowskie getto.
„Wąska, ciasna zabudowa, domy z kamienia wapiennego, lepianki – sceneria była wręcz wymarzona. Czy ekipa wiedziała, że w tym miejscu było prawdziwe getto? Czy wiedzieli, że palenie i burzenie zabudowań to tak naprawdę likwidacja getta, nie filmowego warszawskiego, lecz prawdziwego, sosnowiecko-będzińskiego? Jerzy Antczak twierdzi, że większość nie miała o tym pojęcia.” – pisała w artykule dla »Dziennika Zachodniego« dr Magdalena Boczkowska – związana z Sosnowcem badaczka historii regionu.
Główne plany zdjęciowe to:
- Konstantynów – ulica Wincentego Pstrowskiego (dziś Stanisława Staszica) i okolice (Robotnicza, Fabryczna);
- Środula – ulica Stefana Okrzei i okolice (Juliusza Słowackiego);
- Śródmieście Sosnowca – ulica Jana Dekerta i okolice (Szklarniana);
- na południe od centrum Sosnowca – ulice Hugona Kołłątaja, Towarowa, Dęblińska.
„Dla przygotowania tego filmu musieliśmy adaptować szereg ulic miasta Sosnowca, zamknąć parę ulic w Katowicach. Do zdjęć, postawiliśmy około 400 metrów muru, zużytkowując na to przeszło 300.000 sztuk cegieł. Zbudowaliśmy olbrzymie dekoracje w hali i obok hali– duże kanały warszawskie. Środki inscenizacyjne, jakie zostaną wykorzystane w tym filmie, sięgają dziesiątek tysięcy sztuk. Kostiumów przygotowaliśmy 8 tysięcy cywilnych i ponad 1 tysiąc mundurów wojskowych. Do walki w getcie przygotowaliśmy 3 czołgi, 2 wozy pancerne, oryginalne wozy policyjne, cały szereg wozów ciężarowych. W filmie bierze udział ponad 9 tysięcy statystów łącznie, przy czym jednorazowo, w scenach dużych takich jak wejście, jak przesiedlenie Żydów do getta czy wywózka bierze ponad 1 tysiąc ludzi w jednej scenie. Tak licznej ekipy nie miałem nigdy. Jest to w dwójnasób powiększona, ponieważ liczy 70 osób ze strony amerykańskiej, w tym naturalnie z aktorami. Ze strony polskiej bierze udział też około 100 ludzi. Przygotowujemy się w tej chwili w ogóle do pracy na 2 kamery, będziemy musieli rozbić się jednocześnie na dwie ekipy, obsługiwać dwa filmy. (…) Chciałbym serdecznie podziękować, zarówno władzom miejskim jak i partyjnym z Sosnowca, za okazaną nam pomoc w okresie budowy dekoracji. Chciałbym podziękować władzom wojewódzkim za opiekę, jaką czuliśmy na każdym kroku, a jednocześnie chciałbym przeprosić wszystkich tych ludzi, którzy mieszkają przy ulicy Dekerta, którzy mieszkają przy ulicy Pstrowskiego czy Okrzei za to, że nie pozwalamy im normalnie żyć, że przeszkadzamy im. Akcja filmu, która toczy się na waszych ulicach, zmusza nas do zamykania tych ulic. Dziękujemy za waszą cierpliwość. (dr. kor. red.)” – mówił Wilhelm Hollender w filmie dokumentalnym Telewizji Polskiej opowiadającym o realizacji amerykańskiego filmu.
Według ustaleń Magdaleny Boczkowskiej nie było wcale tak miło, jak można by sądzić po powyższych słowach:
„O kręceniu zdjęć nie informowano mieszkańców, starsi i prawie wszyscy przechadzali widok biegnący im pod domami esesmanów i tabliczek z niemieckimi napisami ‘Baczność! Niebezpieczeństwo śmierci. Wejście zabronione’ – które zostały umieszczone w okolicy ulicy Dekerta.”

Zaniedbane Konstantynów, Środula i historyczne centrum Sosnowca
Konstatnynów dobrze nadawał się do roli warszawskiego getta, gdyż posiadał czynne torowisko tramwajowe, biegnące w znacznej części między murem a rzędem biednie wyglądających kamienic. Choć konieczne było sprowadzenie specjalnego tramwaju, możliwie zbliżonego do tego z prawdziwego getta. To oznaczało niestety zawieszenie normalnego transportu dla mieszkańców dzielnicy.
Poza przedłużeniem murów, wybudowano też bramę na torowisku w okolicy Huty im. Mariana Buczka (dawna »Katarzyna«), na podobieństwo tej z Warszawy. Dla potrzeb zdjęć przerobiono też między innymi fasadę filii Miejskiej Biblioteki Publicznej w Konstantynowie (dziś nieistniejącej) – w archiwum zachowały się pisma skierowane przez producenta filmu do ówczesnej dyrektorki MBP Hanny Kram.
Stara Środula była wyburzana, więc filmowcy nie musieli stosować zbyt wielu efektów specjalnych, gdyż pożary, wybuchy, burzenie czołgami i wszelkie sceny destrukcji mogli odtwarzać niemal niczym rzeczywistą akcję.
Przez ogrom statystów wiele osób Sosnowca i okolic wspomina, że zostali uwiecznieni na filmie, lecz większość z nich nigdy nie miała okazji siebie zobaczyć.

Katowice w roli drugoplanowej, choć bardziej okazałej
Także Katowice odegrały rolę Warszawy, choć sceny ze stolicy województwa są znacznie mniej liczne. W filmie dokumentalnym „Mur” na temat realizacji filmu fabularnego o tym samym tytule można między innymi zobaczyć Jerzego Antczaka na schodach budynku przy ulicy Armii Czerwonej 117/119 na Wełnowcu. To dzisiejszy Sąd Apelacyjny w Katowicach przy alei Wojciecha Korfantego, który wówczas został ucharakteryzowany na hotel. Tym razem jednak Katowice zagrały drogę drugoplanową względem Sosnowca i ten ich epizod filmowy nie został jeszcze szerzej opisany.
Gdzie tu są jakieś dociągnięcia?
Film jest pełen realizacyjnych wpadek i niedociągnięć, które prawdopodobnie wynikają zarówno z oszczędności realizatorów jak i problemów typowych dla PRL czyli wiecznego kryzysu. Tak więc radzieckie czołgi T-34 udają czołgi niemieckie dzięki dokładkom z dykty. Śnieg to piana zapewniona przez strażaków, choć tak spreparowaną zimą w tle widać zieleń drzew typową dla środka lata. Za odjeżdżającymi do Treblinki pociągami widać znacznie nowszą lokomotywę spalinową z chrzanowskiego »Fabloku«, czyli SM 42, zwaną Stonką. Uważni widzowie dopatrzą się jeszcze wielu niedociągnięć, które świadczą, że zbytnia wierność przekazu nie była priorytetem twórców.

Niektóre z miejsc utrwalonych na filmie będzie można osobiście zobaczyć jutro, podczas spaceru w ramach tegorocznego festiwalu mikrowycieczek »Kierunek GZM«. Zostało jeszcze kilka miejsc – zapisać można się jeszcze dziś tutaj.
Może Cię zainteresować:
Opuszczony Areszt Śledczy w Zabrzu. Wnętrza jak gotowy plan filmowy
Może Cię zainteresować:



