O modernie, czyli stylu architektonicznym, najbardziej charakterystycznym dla odrodzonej II Rzeczpospolitej, pisali publicyści w ŚLĄZAGu już wiele razy. Także budynki Sosnowca gościły tutaj już kilkukrotnie. Jednak obiekt, który według mnie rozpoczął ten nurt w mieście na dobre, czyli zespół kasy chorych i szpitala położniczego, jeszcze nie.
73 lata najważniejszej porodówki w mieście
Podobnie jak wielu Sosnowiczan, urodziłem się właśnie w tym budynku. Nie miałem dotąd jednak dobrych skojarzeń. Mama opowiadała mi, że kiedy się tam pojawiła, spodziewając się moich narodzin, sale były przepełnione. Położono nas w korytarzu, tuż przy oknie. Połowa stycznia 1978 roku była bardzo zimna, a szyba zbita. Kiedy mama zwróciła uwagę, że na nią wieje, dostała… „farelkę”, która dmuchała w tę dziurę w szybie, by zimny wiatr zatrzymać.

Z czasem nieprzyjemne skojarzenia ze zdarzeniami, których przecież nie mogę pamiętać, powoli ustępowały sentymentom.
W tym roku mija 19 lat od zamknięcia porodówki otwartej 92 lata temu. Miejsca, w którym przez ponad 7 dekad rodziło się najprawdopodobniej najwięcej Sosnowiczan. Dziś część urzędową zajmuje coraz bardziej rozrastający się Urząd Miasta, zaś dawny szpital wciąż czeka na lepszy czas. Kiedyś wspaniały budynek, który zdobił publikacje nie tylko branżowe, dziś bardziej straszy i smuci swoim wyglądem.
„Czajka”, premier i modernizm
Niedawno Piotr Fuglewicz przypomniał w ŚLAZAGu postać „Czajki” – artystki, pisarki i… milicjantki – Izabeli Stachowiczowej, z domu Schwartz bądź Szwarc. Otóż warto wspomnieć, że urodziła się ona w Sosnowcu i tu mieszkała około 4 lata. Mimo wyjazdu do Warszawy, jej związki z regionem pozostały silne, czego dowodzi praca w katowickiej milicji tuż po wojnie.
A co to ma wspólnego ze szpitalem? Otóż – być może dużo.
„Czajka” była w związku z Jerzym Gelbardem – warszawskim architektem i miłośnikiem sztuki, który został jej drugim mężem w 1925 roku. To właśnie zespół pod jego kierownictwem był autorem modernistycznego projektu. Nie znalazłem co prawda dowodu na to, że związek obojga przyczynił się do tego faktu, ale zbieżność zastanawiająca, prawda?

Nasi stali czytelnicy zapewne pamiętają też mój artykuł o Sławoju Składkowskim – lekarzu-ginekologu, żołnierzu, polityku i premierze, który przez kilka lat praktykował w wyuczonym zawodzie w Sosnowcu i Czeladzi. To jemu przypisuje się zburzenie cerkwi pod wezwaniem Świętego Mikołaja-Cudotwórcy, położonej bardzo blisko miejsca, w którym powstał szpital. Czy wpływowy polityk rządzącego obozu mógł pomóc w tym, że w mieście zbudowano nowoczesny wówczas szpital? Oczywiście, że tak.
A ten był potrzebny. Miasto bardzo szybko się urbanizowało, mieszkańców stale przybywało od kilku dekad – i to w szybkim tempie. Dotychczasowe obiekty były niewystarczające i niezbyt już przystawały do standardów nowoczesnej opieki zdrowotnej.
Kasa chorych i niedokończony szpital
Konkurs na projekt Zjednoczonego Szpitala Ubezpieczalni Społecznej przeprowadzono w 1930 roku. Zwyciężył zespół warszawskich architektów, w skład którego wchodzili:
- Jerzy Gelbard,
- Roman Sigalin,
- Grzegorz Sigalin,
- Witold Woyniewicz.

To pierwsza znana realizacja tego zespołu, którego członkowie już wcześniej ze sobą współpracowali. Od razu duża i uznawana za prestiżową. Była to wizytówka zespołu, któremu potem zlecano projekty dużych inwestycji, głównie w Warszawie.
Obiekt wpisywał się w nurt funkcjonalizmu w stylu okrętowym, a to dzięki rozwiązań takich jak pasy pojedynczych okien, balkony narożne oraz mocno zróżnicowana bryła.
Niestety pierwotnego projektu nigdy nie ukończono. W latach 1931-1933 wzniesiono jedynie dwa połączone ze sobą budynki. W tym widocznym z głównej ulicy (3 Maja) mieściły się biura ubezpieczalni społecznej (do roku 1934 funkcjonującej jako kasa chorych). W głębi (obecnie ulica biskupa Adama Śmigielskiego, wówczas Polskiej Organizacji Wojskowej) mieścił się większy budynek – szpitala ginekologiczno-położniczego.

Szpital był największym w mieście do 22 lipca 1964, kiedy otwarto nowszy, przy ul. Emila Zegadłowicza. Nowy nazwano wówczas szpitalem numer 1, zaś nasz bohater od tamtej pory nosił numer 2. Do swojego końca pozostał główną „porodówką” w Sosnowcu. Przez kilka lat w budynku mieściło się także pogotowie ratunkowe.
W okresie PRL stan obiektu pogarszał się, zaś wartość architektoniczną psuły remonty i „modernizacje”, podczas których nie liczono się specjalnie z estetyką. Budynki były coraz brzydsze także w obecnych czasach.
Po likwidacji szpitala (formalnie w 2008 roku) obiekt częściowo zaadaptowano na potrzeby urzędu Miejskiego. Budynek przy głównej ulicy zyskał wówczas nową akrylową elewację, która miała przykryć brzydkie brudne ściany. Wartość historycznej architektury została poważnie nadszarpnięta, zaś nowoczesny akryl dziś także jest brudny.
Część szpitalna uniknęła tego losu, lecz wygląda przygnębiająco przez swój zły stan. Czy budynek, który był kamieniem milowym modernizmu w Sosnowcu doczeka lepszych czasów i pomysłu na siebie?

Może Cię zainteresować:

