Serial "Ołowiane dzieci" przeinaczył postać profesorki. Jak było naprawdę z prof. Bożeną Hager-Małecką i jej współpracą z dr Wadowską-Król

Prof. Bożena Hager-Małecka, pediatra, która była niezwykle ważną osobą dla historii opowiadanej teraz w "Ołowianych dzieciach", jako jedyna postać historyczna ma w serialu zmienione nazwisko. Nie bez przyczyny. Wątek profesorki w serialu znacznie odbiega od tego, jak było naprawdę, niestety na niekorzyść pani profesor. Choć twórcy "Ołowianych dzieci" zastrzegają, że to produkcja tylko inspirowana prawdziwymi wydarzeniami a nie serial dokumentalny, warto oddać sprawiedliwość lekarce z Zabrza.

W serialu "Ołowiane dzieci" profesorka pediatrii, do której zwraca się doktor Jolanta Wadowska-Król (Joanna Kulig) w poszukiwaniu pomocy w leczeniu dzieci z Szopienic, nazywa się Krystyna Berger. Ordynatorkę kliniki pediatrii w Zabrzu gra Agata Kulesza.

Tytuł naukowy się zgadza z historią, stanowisko w klinice też, ale już nazwisko i rola profesorki w akcji ratowania dzieci z Szopienic - nie. I to na niekorzyść pani profesor.

Postać profesorki z "Ołowianych dzieci" mało ma wspólnego z prawdą

Twórcy serialu "Ołowiane dzieci", w tym reżyser Maciej Pieprzyca, uprzedzają, że to produkcja "inspirowana prawdziwymi wydarzeniami" - zresztą taki napis pojawia się już na czołówce serialu, zaraz pod tytułem. I rzeczywiście, niektóre wątki dodano - jak udział Służby Bezpieczeństwa, by bardziej udramatyzować walkę "doktórki" z systemem.

Ale udramatyzowano też rolę profesorki w całej historii, przestawiając ją jako tę, która na początku nie chciała pomóc dr Wadowskiej-Król, a gdy już się zaangażowała, to - w obawie o własną karierę - nie chciała by kojarzono ją z udziałem w badaniach, które prowadziła "doktórka". Ostatni odcinek (tu nie będziemy spojlerować) przynosi kolejną wątpliwą moralnie decyzję profesorki, która zresztą nie miała prawa się wydarzyć, bo historycznie dotyczyła dopiero kolejnej dekady.

Prawdziwą profesorką z Zabrza, która miała olbrzymi udział w pozytywnym zakończeniu historii zatrutych ołowiem dzieci była prof. Bożena Hager-Małecka (nazwisko Berger chyba dobrano nieprzypadkowo). Dosłownie kilka dni temu - 9 lutego, minęła 10. rocznica jej śmierci.

Prof. Hager-Małecka odegrała olbrzymią rolę w leczeniu dzieci z Szopienic

To ona, a nie dr Wadowska-Król (jak jest to pokazane w serialu) postawiła diagnozę, że dzieci z Szopienic chorują na ołowicę!

O jej roli w leczeniu dzieci mieszkających pod hutą rozmawiał z nią Krzysztof Lewandowski, prawnik, były wiceprezydent Zabrza, autor książek historycznych o Górnym Śląsku. Przytacza wersję tej historii, którą opowiadała mu prof. Hager-Małecka (zresztą podobnie relacjonuje tę sytuację książka Magdaleny Majcher "Doktórka z familoków").

- Bożena Hager-Małecka prowadziła klinikę dziecięcą w Zabrzu, ale też cały czas pracowała w przychodni dziecięcej w Zabrzu Biskupicach. Oprócz tego raz w tygodniu, w ramach swoich dodatkowych obowiązków, (bo pełniła wiele ważnych funkcji), w ramach odpowiedzialności za pediatrię w regionie, jechała wizytować poszczególne przychodnie dziecięce. Założenie miała takie, żeby każdą przychodnię odwiedzić przynajmniej raz w roku. Miała również zasadę, że bardzo szczegółowo kontrolowała kartoteki dzieci. Jeżeli uważała, że coś jest nie tak, dawała lokalnym lekarzom zalecenia. Jeżeli po roku okazałoby się, że te zalecenia nie są zrealizowane, to taka osoba musiałaby się pożegnać z pracą. W całej tej historii okazało się, że nigdy się tak nie zdarzyło. Czyli zawsze te zalecenia były realizowane - mówi Krzysztof Lewandowski w wywiadzie dla ŚLĄZAGA w ramach cyklu Ślązaq (wywiad będzie można obejrzeć na kanale YT Ślazaga od 13 lutego).

W przychodni w Dąbrówce Małej (dzielnica Katowic sąsiadująca z Szopienicami) prof. Hager-Małecka zaczęła przeglądać dokumentację. Przeraziła się tym, co zobaczyła, bo zaczęły się jej powtarzać określone schorzenia, które były dość nietypowe i niewystępujące w innych miejscach w takiej częstotliwości.

Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że profesorka niedawno była w Szwajcarii na kongresie medycznym i tam usłyszała o przypadku ołowicy u jednego dziecka. Analizując kartoteki dzieci z Szopienic, przypomniała sobie o tamtym referacie.

- Zaczęła z odpowiedzialną za tę przychodnię lekarką, dr Wadowską-Król, rozmawiać. Zdecydowała, że natychmiast kilka dzieci ma trafić do jej kliniki w Zabrzu na szczegółowe badania. Tam niestety potwierdziło się to, co przypuszczała. Ołowica na masową skalę. Jedna z największych katastrof ekologicznych w historii świata - relacjonuje Lewandowski.

- Wielokrotnie pani doktor mi powtarzała, że kiedy uzyskała te wyniki, to rozumiała, co miała na myśl prof. Hager-Małecka, która była kierownikiem oddziału w klinice pediatrycznej w Zabrzu. Ona była wojewódzką konsultantką do spraw pediatrii i sławą medyczną, nie tylko na Śląsku, ale i w Polsce. I to do niej na oddział trafił pacjent zero. Prof. Hager-Małecką coś tknęło i zleciła oznaczenie ołowiu we krwi - mówiła Magdalena Majcher, autorka książki "Doktórka z familoków" , w wywiadzie w ŚLĄZAGU.

Jak podkreślała Magdalena Majcher, wcześniej chore dzieci z Szopienic wtedy były kierowane do szpitala z powodu niedokrwistości, anemii. W szpitalu ich stan się poprawiał, były wypuszczane z poprawą, wracały do swojego środowiska i znowu były chore. To było błędne koło.

- I właśnie kiedy pani prof. Hager-Małecka otrzymała wyniki poziomu ołowiu u pacjenta zero, to pomyślała, że to musi być pomyłka. To samo pomyślała pani doktor Wadowska-Król, kiedy przyszły pierwsze wyniki badań jej dzieci. A trzeba wiedzieć, że wtedy normy były inne, wyższe, a mimo tego dzieci miały ją sześciokrotnie przekroczoną - zauważa Majcher.

Doktor Wadowska-Król, z pomocą pielęgniarki Wiesławy Wilczek, dokonała tytanicznej pracy, pielgrzymując po domach w Szopienicach, przekonując rodziców dzieci narażonych na ołowicę lub już z widocznymi objawami choroby, by pozwolili zbadać bajtle, i w końcu - badając je. Analizowała wyniki tych badań, wszystko zapisując ręcznie.

Pozycja Hager-Małeckiej sprawiła, że nikt nie mógł sobie pozwolić na zlekceważenie jej

- Prof. Hager-Małecka mogła z racji swojej pozycji politycznej (była wnuczką Maksymiliana Hagera, szefa sztabu wyborczego Wojciecha Korfantego w wyborach do Reichstagu na początku XX wieku i córką Bronisława Hagera, komisarza plebiscytowego na teren Zabrza w czasie powstań śląskich, a powstańcem był też generał Jerzy Ziętek, z którym bardzo dobrze się znała - przyp. red.) pozwolić sobie na interwencję u najwyższych czynników władzy. Moim zdaniem, gdyby to zrobiła pani doktor Król, bardzo szybko byłaby pozamiatana i sprawy by nie było. Natomiast pozycja Małeckiej, jednak profesorki, szefowej kliniki, była na tyle mocna, że ówczesne władze polityczne nie mogły tego zlekceważyć - uważa Lewandowski.

Prof. Hager-Małecka pobiegła do generała Ziętka. Jednak to już był okres schyłkowy jego władzy i sam Jerzy Ziętek wiedział, że za wiele tu nie poradzi. "Musisz iść do Łonego" - powiedział. Czyli do pierwszego sekretarza Komitetu Wojewódzkiego w Katowicach, Zdzisława Grudnia, którego nazywał protekcjonalnie "synkiem", czym doprowadzał Grudnia do furii.

- Ziętek powiedział do Hager-Małeckiej: "Jest szansa, ponieważ u Grudnia jest akurat Gierek, bo sam Grudzień by cię wyrzucił i też by to starał się zamieść pod dywan". Ale akurat przyjechał Gierek, z którym Ziętek miał bardzo dobre relacje i z którym bardzo dobre relacje miała także Hager-Małecka. No i wtargnęła na posiedzenie, które się tam odbywało. Grudzień się ponoć wściekł, zaczął ją atakować. Ona powiedziała, że ona się nie boi, bo i jej ojciec się nie bał, i jej dziadek się nie bał. Jeżeli uważa, że coś jest ważne, to będzie to realizować i się zastraszyć nie da. Jeżeli oni natychmiast się nie zajmą tą sprawą, to ona zrobi skandal na cały świat. I wtedy się dogadali i poszli na to, żeby natychmiast wszystkie dzieci wywieźć do sanatoriów. Wszystkie - dodaje Lewandowski.

- Wyobraźmy sobie dzisiaj skalę tego przedsięwzięcia, wywiezienie natychmiast wszystkich dzieci do sanatoriów, a dodatkowo Hager-Małecka zażądała, żeby te dzieci były w tych sanatoriach tak długo, aż każde z tych dzieci, z tych rodzin otrzyma nowe mieszkanie poza Szopienicami. I za to był odpowiedzialny również Ziętek i ta wielka akcja została jeszcze przez Ziętka przeprowadzona - dodaje Lewandowski.

Wkład dr Jolanty Wadowskiej-Król w proces leczenia dzieci w Szopienicach, jej zaangażowanie i tytaniczna praca nie budzą wątpliwości. "Doktórka" dokonała rzeczy wielkich w czasie, gdy to przemysł, a nie ludzie byli najważniejsi. Ale sprawiedliwość trzeba oddać też prof. Hager-Małeckiej, która nawet nie ma ulicy swojego imienia w rodzinnym Zabrzu (jedynie rondo w Biskupicach, z którymi była związana, zostało nazwane jej imieniem).

To już dzisiaj! Wyczekiwana premiera "Ołowianych dzieci". O czym opowie najnowszy serial Netflixa?

Może Cię zainteresować:

Jaki Śląsk pokazują „Ołowiane dzieci”? Serial Netflixa a prawda o PRL‑u. Recenzja

Autor: Tomasz Borówka

05/02/2026

Olowiane dzieci netflix

Może Cię zainteresować:

Joanna Kulig o "Ołowianych dzieciach": Dr Wadowska-Król musiała odnaleźć się w męskim świecie oraz walczyć o prawdę i zdrowie dzieci

Autor: Katarzyna Pachelska

11/02/2026

Walcownia Katowice Copy

Może Cię zainteresować:

Serial "Ołowiane dzieci" pobudził ciekawość? Walcownia w Katowicach organizuje wykłady m.in. o dr Wadowskiej-Król, o konsekwencjach rozwoju przemysłu. Program "Śląskich Kontekstów"

Autor: Katarzyna Pachelska

09/02/2026

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama