Bez komentarza. Były dyrektor Panteonu Górnośląskiego nie rozmawia ze Ślązagiem

Ryszard Kopiec, były dyrektor Panteonu Górnośląskiego odmówił rozmowy z nami po swoim odwołaniu, powołując się na to, że jest „osobą fizyczną”. Stwierdził też, że Ślązag nigdy nie napisał o Panteonie nic pozytywnego. Z analizy naszych tekstów wynika jednak coś innego. To prawda, że pisaliśmy o Panteonie krytycznie. Lecz pisaliśmy i z troską. Pisaliśmy też po prostu dlatego, że coś tam się działo. Że ostatecznie podziało się, jak się podziało – to już nie nasza w tym wina. Ale opisaliśmy i to, bo taka jest rola mediów.

Dzwonię do byłego dyrektora Panteonu Górnośląskiego w Katowicach. Skąd mam numer jego komórki? Ano sam mi go kiedyś podał. Ryszard Kopiec odbiera, ale rozmowa trwa krótko. Słyszę, że mam do niego nie dzwonić. W porządku, więcej nie będę, ale skoro już rozmawiamy... Nie, nie mogę prosić o komentarz. Bo rozmawiam nie z dyrektorem, ale już z „osobą fizyczną”. Gdy dopytuję, czy to znaczy, że nie mogę zadać żadnego pytania dotyczącego Panteonu, jego kadencji czy działalności instytucji, na jakiej czele stał, w odpowiedzi słyszę... zarzut, że redakcja Ślązaga nigdy nie napisała o Panteonie ani jednego pozytywnego artykułu. W związku z tym – jak uzasadnia – może się spodziewać wyłącznie negatywnych opinii. Jako osoba fizyczna – znów pada ten termin – nie musi wywiadu udzielać.

Oziębłe pożegnanie.

Rozmowa rozłączona.

– Na pewno, panie dyrektorze? Że aż nigdy? Że ani jednego pozytywnego artykułu? – myślę sobie (zwykle alarmują mnie nisko latające kwantyfikatory).

Więc zaraz to sprawdzimy.

Ale od początku. Przypomnijmy wpierw, o co i o kogo chodzi.

Panteon Górnośląski i Ryszard Kopiec

Ryszard Kopiec był dyrektorem Panteonu Górnośląskiego od początku projektu, powołanym w 2020 roku przez Zarząd Województwa Śląskiego, w uzgodnieniu z Ministerstwem Kultury, miastem Katowice i archidiecezją katowicką. Architekt, współautor koncepcji Panteonu, człowiek, który od pierwszego dnia był twarzą i gospodarzem tej instytucji.

8 marca 2026 roku zakończył pełnienie funkcji, a od 9 marca obowiązki przejął Piotr Komenda – decyzją Zarządu Województwa Śląskiego, która była elementem szerszego porządkowania sytuacji po miesiącach kontroli, napięć i sporów programowych.

Wokół Panteonu pod kierownictwem Ryszarda Kopca narastały kontrowersje dotyczące narracji historycznej: zarzut „polonocentrycznego” ujęcia dziejów Górnego Śląska, marginalizowania wielokulturowości regionu, nadreprezentacji duchownych, pomijania kluczowych postaci świeckich. Kopiec publicznie odpowiadał na te zarzuty, broniąc racji swojej instytucji i przyjętych kryteriów doboru postaci.

To wszystko jest faktem. Ale faktem jest również to, że Ślązag pisał o Panteonie nie tylko krytycznie.

Co bowiem pisaliśmy naprawdę? Poniżej – przegląd tekstów, które ukazały się na Ślązagu od początku projektu – nie wszystkich, ale tych ważniejszych bądź charakterystycznych. I obraz, który z nich wynika, jest subtelnie inny niż ten, który przedstawił mi były dyrektor.

Semik, czyli Kasandra, której Panteon nie chciał słuchać

Zanim Panteon Górnośląski został otwarty, zanim pojawiły się pierwsze błędy w biogramach, zanim zaczęły się kontrole i napięcia – Teresa Semik jako jedna z pierwszych opisała problemy, które były wpisane w projekt od samego początku. Jej teksty nie były wymierzone w dyrektora ani w konkretnych twórców. To była diagnoza systemowa, dotycząca fundamentów, na których Panteon miał stanąć.

Znakomita dziennikarka wielokrotnie podkreślała, że obiecywana przez abp. Skworca „szeroka debata” nigdy się nie odbyła. Lista postaci powstawała w wąskim gronie, bez udziału środowisk naukowych, organizacji śląskich, muzealników czy mieszkańców regionu. Projekt, który miał być „panteonem Górnoślązaków”, od początku był tworzony bez Górnoślązaków.

W analizach Semik pojawiały się pytania, które później powróciły w debacie publicznej: dlaczego jedni bohaterowie trafili do Panteonu, a inni – równie zasłużeni – nie? Dlaczego jedne środowiska są reprezentowane szeroko, a inne marginalnie? Dlaczego lista wygląda tak, jakby powstawała „na bieżąco”, bez jasnych kryteriów i bez konsekwencji?

To nie była krytyka personalna. To była krytyka braku metodologii.

Teresa Semik zwracała uwagę, że w projekcie, który miał opowiadać o Górnym Śląsku – regionie wielowyznaniowym, wielojęzycznym i wielokulturowym – dominują duchowni Kościoła katolickiego. Wskazywała, że ponad połowa biogramów to księża, a narracja historyczna jest budowana z perspektywy polsko‑katolickiej, pomijając:

  • protestantów,
  • Żydów,
  • Niemców,
  • Czechów,
  • Ślązaków o niejednoznacznej tożsamości.

To z kolei była krytyka koncepcji, nie ludzi.

I to Teresa Semik, bodaj jako pierwsza, publicznie pytała: gdzie są Kutz, Ziętek, Religa, Miarka, Ligoń, Lompa, wielcy przemysłowcy, naukowcy, społecznicy? Dlaczego w Panteonie brakuje postaci, które ukształtowały region? Dlaczego lista wygląda tak, jakby była efektem kompromisu polityczno‑kościelnego, a nie rzetelnej pracy historycznej?

To zas była krytyka braku reprezentatywności, a nie osób za to odpowiedzialnych.

W tekstach redaktor Semik pojawiały się sygnały, które później potwierdziły się w praktyce:

  • lista postaci była zmieniana w trakcie prac,
  • Leksykon Panteonu okazał się nieprzydatny,
  • nie było jasnych kryteriów doboru,
  • nie było spójnej wizji narracyjnej,
  • projekt powstawał „od końca”, a nie od fundamentów.

To była krytyka procesu, nie osób.

Z analizy dziennikarki wynika, że:

  • krytyka Panteonu nie zaczęła się od błędów w biogramach,
  • nie była wymierzona w dyrektora,
  • nie była emocjonalna ani personalna,
  • dotyczyła strukturalnych problemów projektu,
  • była formułowana na długo przed otwarciem instytucji.

Ślązag nie był „od początku nieprzychylny”. Był rzetelny – i to jest różnica.

Brzytwa Zasady, czyli felieton ma swoje prawa

Wśród najważniejszych tekstów o Panteonie niewątpliwie był felieton Marcina Zasady, ówczesnego redaktora naczelnego Ślązaga. Felieton – gatunek z definicji ostry, subiektywny, operujący ironią i skrótem myślowym – ale nawet w tej formie autor nie atakował osób. Uderzał w mechanizmy, decyzje, narrację, logikę projektu. To była krytyka koncepcji, nie człowieka.

Zasada pisał o Panteonie jak o konstrukcji, która od początku była obciążona błędami systemowymi. Wskazywał, że projekt, który miał być „świątynią pamięci Górnego Śląska”, w praktyce stał się miejscem, gdzie:

  • fałszuje się historię przez pomijanie niewygodnych wątków i postaci,
  • dopisywani są ludzie, którzy z regionem mają niewiele wspólnego, ale pasują do bieżącej narracji,
  • wyrzuca się noblistów, bo nie mieszczą się w polsko‑katolickim obrazie Śląska,
  • tworzy się „piwnicę ersatzu” – przestrzeń, która udaje nowoczesną opowieść o regionie, ale w rzeczywistości jest zbiorem uproszczeń, skrótów i ideologicznych akcentów.

Tak, to była brzytwa. Ostra. Ale precyzyjna. Autor pisał o efekcie końcowym: o tym, jak wygląda instytucja, która miała opowiadać o Górnym Śląsku, a opowiadała głównie o jednej jego wersji.

Felieton działał jak sygnał alarmowy: jeśli projekt, który miał być wizytówką regionu, zaczyna od tak wąskiej i selektywnej narracji, to trudno będzie później odbudować zaufanie. I to był głos, który – niezależnie od tonu – opierał się na faktach, nie na emocjach.

Co ważne: felieton naczelnego Ślązaga bjednym z wielu głosów w debacie, która toczyła się wokół Panteonu od samego początku. I był głosem, który – mimo ostrego języka – nie przekraczał granic gatunku ani tym bardziej dobrego smaku. Krytykował projekt, nie ludzi.

Borówka z lancetem, czyli audyt faktów

Jeśli felieton Marcina Zasady był brzytwą – ostrą, publicystyczną, symboliczną – to kolejny tekst był już lancetem. Precyzyjnym narzędziem, które nie tnie szeroko, ale głęboko. Nie ocenia, tylko mierzy, porównuje, weryfikuje. To był audyt, nie polemika.

W moim artykule Poszliśmy do Panteonu Górnośląskiego, żebyście wy nie musieli. W nim Grażyński... chyba przeżył własną śmierć nie było emocji, metafor ani ideologii. Były fakty. I tylko fakty. Każdy przykład był udokumentowany, każdy błąd – pokazany czarno na białym, każdy problem – opisany tak, by nie dało się go zbyć wzruszeniem ramion. Kilka przykładów:

  • Jerzy Kukuczka miał w Panteonie zdobytych 15 ośmiotysięczników, choć zdobył 14.
  • Michał Grażyński został przedstawiony na tle budynku z 1976 roku, choć zmarł w 1965 i to na wieloletniej emigracji w Londynie.
  • Robert Oszek „był członkiem załogi pancernika Blücher”, choć mit jego uczestnictwa w ostatnim boju tego niemieckiego okrętu – skądinąd krążownika – został już obalony.
  • Józef Pukowiec miał zdjęcie w jakości, która przypominała bardziej pikselową ikonę niż portret bohatera.
  • Krystyna Bochenek miała biogram, w którym nie było jasnej informacji o okolicznościach je śmierci (a wszak zginęła w katastrofie smoleńskiej!), zaś bibliografia wyglądała jak przypadkowy zrzut z wyszukiwarki.

To nie była krytyka ideowa ani krytyka narracji. Ani też krytyka „polskości” czy „śląskości”.

To był audyt jakości – coś, co każda instytucja kultury powinna przejść, zanim otworzy drzwi przed publicznością.

I właśnie dlatego ten tekst był tak trudny do podważenia. Bo nikogo personalnie nie atakował. Wskazywał błędy, które niewielkim wysiłkiem można było poprawić – i które należało poprawić choćby z czystej, tak górnośląskiej rzetelności. Dlatego – paradoksalnie – był to artykuł o w pełni pozytywnym celu, bo postulujący solidne, zwyczajnie przyzwoite wykonanie chociażby tego, co już jest. Niezaleznie od ideologicznych sporów.

Co ważne – i co dziś warto przypomnieć – reakcja dyrektora była wtedy zupełnie innej klasy niż ta, którą usłyszałem w telefonie po jeg odwołaniu.

Otóż w kolejnym naszym artykule Ryszard Kopiec... przyznał, że błędy istnieją, zapowiedział ich poprawę i nie kwestionował większości ustaleń. Nie zarzucał Ślązagowi nieprzychylności. Wręcz przeciwnie – sprawiał wrażenie człowieka, który rozumie, że projekt jest skomplikowany, że błędy się zdarzają, i że trzeba je po prostu naprawić. To był moment, w którym dialog był możliwy. W którym dyrektor i Ślązag mówili różnymi językami, ale o tym samym: o jakości. Merytoryczna rytyka ze strony Ślązaga przyniosła skutek – dyrektor Panteonu skierował do nas list, w którym odniósł się do zarzutów i choć nie zgodził sie z wszystkimi z nich, to zapowiedział poprawienie całego szeregu błędów w biogramach upamiętnianych postaci.

To ważny kontrast z dzisiejszą sytuacją. Wtedy – otwartość. Dziś – odmowa rozmowy.

Co tam w Panteonie, czyli Ślązag informuje

A teraz zaczyna się szczególnie smakowita część naszej wyliczanki. Taka, co do której nie śmiem sugerować, że dyrektor Kopiec dziś o tym nie pamięta. Być może, po prostu – nie zauważył. Otóż Ślązag na bieżąco informował o wydarzeniach w Panteonie.

Zanim pojawiły się kontrole, zanim zaczęły się napięcia, zanim były już dyrektor postawił tezę o „ani jednym pozytywnym artykule”, Panteon Górnośląski funkcjonował w Ślązagu tak, jak inne instytucje kultury – po prostu jako element pejzażu kulturalnego regionu.

W cyklu „Kulturalny Ślązag”, czyli przeglądzie wydarzeń, premier, wystaw i inicjatyw, Panteon występował obok muzeów, teatrów, galerii i festiwali. Po prostu jako instytucja, która organizuje wydarzenia i zaprasza mieszkańców.

To pokazuje, że redakcja nie miała z Panteonem jakiegoś problemu, lecz traktowała go jak normalny element życia kulturalnego. Gdy działo się coś wartego odnotowania – informowaliśmy. Podobnie jak o NOSPR, Muzeum Śląskim czy Teatrze Śląskim.

Szczególnie wymownym przykładem jest artykuł o frekwencji po otwarciu. Tekst, który – gdyby dziś ktoś go przeczytał bez kontekstu – mógłby uznać prawie że za materiał promocyjny instytucji:

  • informacja o dużej liczbie odwiedzających,
  • o przedłużeniu darmowego zwiedzania,
  • o godzinach otwarcia,
  • o tym, że mieszkańcy chętnie przychodzą,
  • o pozytywnym odbiorze pierwszych dni działania.

To był tekst, który Panteon z inteligentnym komentarzem (np. pozdrowieniami dla Ślązaga) mógłby udostępnić na swoich kanałach społecznościowych – i nikt nie uznałby tego za dziwne.

Dlaczego to ważne? Bo te teksty kompletnie nie pasują do tezy Ryszarda Kopca. Ślązag publikował artykuły krytyczne, to prawda. Ale nie da się też powiedzieć, że „nie było ani jednego pozytywnego artykułu”, skoro zarazem były teksty neutralne, informacyjne (z takim prawie że promocyjnym w swej wymowie), o wydarzeniach, o frekwencji, o nowych postaciach (jak prof. Józef Buzek). To nie jest opinia. To jest fakt.

Newsy, czyli czysta sprawozdawczość

Po okresie pierwszych kontrowersji i po audycie błędów przyszła faza, w której Ślązag pisał o Panteonie tak, jak o każdej innej instytucji kultury finansowanej ze środków publicznych. Bez emocji, komentarzy ani przymiotników. Po prostu – informując o tym, co się dzieje.

I choć działo się źle, to właśnie te teksty – również paradoksalnie – najmocniej podważają tezę, „że tylko negatywne”.

Gdy Ministerstwo Kultury ogłosiło, że z końcem 2025 roku wycofuje się ze współprowadzenia Panteonu, tekst na Ślązagu był modelowym przykładem czystej informacji:

  • podano decyzję,
  • podano uzasadnienie,
  • podano konsekwencje,
  • podano, że środki zostaną przekierowane do Muzeum Śląskiego,
  • przypomniano, kto współprowadził instytucję.

Ani jednego przymiotnika ocennego. Ani jednego komentarza. Ani jednego zdania, które można by uznać za „nieprzychylne”.

News jak news – i tak został potraktowany.

Inny tekst dotyczył kontroli, które przechodził Panteon. I znów – zero komentarza. Zero interpretacji. Zero publicystyki. Tylko fakty:

  • 27 wniosków pokontrolnych,
  • mandaty karne,
  • sygnały o mobbingu,
  • odmowa przeprowadzenia anonimowej ankiety,
  • kontrola finansowa Urzędu Marszałkowskiego,
  • zakres kontroli,
  • czas trwania,
  • oczekiwanie na wyniki.

To były informacje pochodzące z dokumentów i oficjalnych odpowiedzi instytucji. Nie było tam ani jednego zdania, które można by uznać za ocenę dyrektora czy Panteonu. Tak przy okazji: dyrektor Kopiec miał możliwość odniesienia sie do sprawy, gdyż autor zwrócił się do niego, droga oficjalną, z prośbą o komentarz i szeregiem pytań. Ryszard Kopiec nie odpowiedział już wtedy. Jeszcze jako osoba publiczna.

To była sprawozdawczość, nie krytyka.

Kiedy pojawiła się informacja o planowanym konkursie na dyrektora Panteonu, tekst w Ślązagu także był czysto proceduralny. Ani jednego komentarza. Ani zdania o stylu zarządzania. Żadnego odniesienia do sporów. Taki artykuł mógłby powstać o każdej instytucji kultury w regionie. Oczywiście – żadnej tego nie życzymy.

Najbardziej wymowny jest jednak tekst o samej zmianie dyrektora. To moment, w którym – jeśli redakcja byłaby „nieprzychylna” – można by się spodziewać ostrzejszego, może nawet emocjonalnego tonu. Satysfakcji, radochy, triumfu, strzelających korków od szampana, jakiegoś „yes, yes, yes”, czy innych głupot. I tak może by było (choć osobiście też nie sądzę – redakcję tworzą osoby dorosłe i poważne), gdyby dyrektor Kopiec miał rację w swojej opinii. Tylko że że nic takiego nie miało miejsca – i to mówi samo za siebie.

Tymczasem zaś:

  • podano daty zakończenia i rozpoczęcia pełnienia funkcji,
  • opisano uchwały Zarządu Województwa,
  • przedstawiono wynagrodzenie następcy,
  • przypomniano kontekst kontroli,
  • zadano pytania o przyszłość instytucji.

Ani jednego zdania oceniającego osobę byłego dyrektora. Ani jednego komentarza o jego stylu zarządzania ani przyczynach skrócenia jego kadencji. Ani jednego przymiotnika, który można by uznać za „nieprzychylny”.

To był tekst, który mógłby powstać o każdej zmianie dyrektora w instytucji kultury (także i tutaj nikomu tego nie życzymy)

Dlaczego to jest tak ważne? Bo te teksty świadczą o tym, że:

  • Ślązag nie prowadził jakiejś kampanii (bo i po co),
  • nie pisał „na zamówienie” (szanujmy się),
  • nie szukał sensacji (serio są ciekawsze rzeczy),
  • nie oceniał dyrektora personalnie,
  • nie interpretował jego działań,
  • nie komentował stylu zarządzania Panteonem.

Ślązag informował. A informowanie o kontrolach, decyzjach administracyjnych i zmianach kadrowych to nie „nieprzychylność”. To obowiązek mediów.

Fakty, czyli co nie mieści się w... rozmowie

Kiedy zestawi się wszystkie teksty, które przez lata ukazywały się na Ślązagu o Panteonie Górnośląskim, obraz jest jasny i jednoznaczny. Nie ma w nim miejsca na opowieści o „ani jednym pozytywnym artykule”. Jest za to krytyka merytoryczna, gdy projekt wymagał korekty. Jest analiza koncepcyjna, gdy pojawiały się wątpliwości. Są neutralna sprawozdawczość, gdy instytucja przechodziła kontrole i pozytywne wzmianki, gdy działo się coś wartego tego. A nawet normalność, gdy Panteon funkcjonował jak każda inna instytucja kultury.

Były teksty ostre – bo felieton ma prawo być ostry. Były teksty precyzyjne, jako że audyt błędów musi być precyzyjny. Były i neutralne – wszak news o kontroli nie potrzebuje komentarza. Wreszcie były też teksty pozytywne – przecież frekwencja i nowe postacie są po prostu informacją.

Przez telefon usłyszałem, że nie mogę prosić o komentarz, bo rozmawiam z „osobą fizyczną”. Że nie mogę pytać o Panteon, o kadencję, o działalność. I że Ślązag nigdy nie napisał o Panteonie nic pozytywnego – serio.

I to był koniec rozmowy. Metaforycznie: drzwi zostały zamknięte.

Ale fakty nie znikają za drzwiami tylko dlatego, że ktoś nie chce o nich rozmawiać. Są uporczywe i sprawdzalne. Fakt to najupartsza rzecz na świecie.

Panteon Górnośląski

Może Cię zainteresować:

Panteon Górnośląski ma nowego dyrektora. Piotr Komenda zastąpił Ryszarda Kopca

Autor: Tomasz Borówka

09/03/2026

„Czas jest bliski” – głosi napis nad wejściem do krypty biskupów, będącej częścią Panteonu Górnośląskiego

Może Cię zainteresować:

Wkrótce konkurs na stanowisko dyrektora Panteonu Górnośląskiego

Autor: Tomasz Borówka

14/01/2026

Panteon Górnośląski

Może Cię zainteresować:

Panteon Górnośląski. Kary po kontroli Państwowej Inspekcji Pracy, trwa kontrola finansów

Autor: Tomasz Borówka

09/12/2025

Subskrybuj ślązag.pl

google news icon
Reklama